środa, 23 lipca 2014

Domowe PRZEtwory

POZIOM: 7-10

Lato to czas owoców sezonowych. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać do regularnego dodawania świeżych owoców do dziecięcej diety w tym czasie, zwłaszcza, że maluchy zwykle chętnie zjadają truskawki, maliny, czereśnie, morele, czy śliwki. Trochę gorzej może być z namówieniem ich na spróbowanie mniej słodkich owoców takich jak porzeczki czy agrest. Niemniej warto urozmaicać dietę maluszków, zwłaszcza, że nawet po sezonie możemy dalej podawać dzieciom owoce w postaci konfitur, dżemów, czy musów owocowych. Świetną formą zachęcenia dzieci do jedzenia na przetworów jest włączenie ich w sam proces ich przygotowywania. Warto zacząć od wspólnego zbierania owoców, następnie ich obierania i przygotowywania pustych słoików i naczyń. W wielu rodzinach najlepsze receptury na domowe przetwory mają babcie. Warto skorzystać z ich doświadczenia kulinarnego i nie tylko. Jeśli nie czujemy się w temacie przetworów zbyt pewnie, babcie z chęcią zaangażują się w robienie przetworów z wnuczkami. A poniżej sprawdzony i uniwersalny przepis na dżem owocowy mojej mamy:

Składniki: 
  • 1 kg owoców (np. truskawek, malin, czereśni)
  • 500 g cukru żelującego (np. DIAMANT 2:1)

Przygotowanie:
  • Owoce umyć, obrać ze skórki, usunąć pestki lub szypułki.
  • Odważyć 1 kg przygotowanych owoców i rozdrobnić na kawałki.
  • Rozdrobnione na kawałki owoce zmieszać z 500 g cukru żelującego i pozostawić w przykrytym naczyniu na 3 - 4 godziny.
  • Następnie doprowadzić do wrzenia ciągle mieszając i gotować przez 3 minuty.
  • Gorącymi konfiturami napełnić słoiki i natychmiast je zamknąć.
Wspólne robienie przetworów można urozmaicić w jeszcze jeden sposób - wykorzystując zdolności plastyczne dzieci. Pokrywkę każdego słoika z gotowym dżemem możemy ozdobić kawałkiem kolorowego papieru/bibuły/papierowej serwetki i przewiązać sznurkiem/ gumką/ wstążką a do tego przyczepić bilecik z nazwą dżemu i datą jego zrobienia.


Bileciki można zrobić odręcznie, albo zamiast nich nakleić prostokąt wycięty z kolorowego papieru samoprzylepnego, na nim dzieci mogą narysować owoc z którego zrobiony jest dżem. Tak przygotowany słoiczek będzie zachęcał dzieci do zjedzenia dżemu, a także będzie ozdobą stołu. Świetnie też sprawdzi się jako drobny upominek dla rodziny i przyjaciół :)

niedziela, 13 lipca 2014

Morza szum - zabawki w ruch

POZIOM: 0-1
 
Świetnym pomysłem na pierwsze rodzinne wakacje z maluszkiem jest wyjazd nad morze. Co prawda pogoda nad polskim morzem jest dość niestabilna i trudno trafić na tropikalne upały, ale kilkudniowy wyjazd zaplanowany wtedy, kiedy prognozy są optymistyczne może być bardzo udany. Przede wszystkim ważny jest wybór odpowiedniego miejsca. Z maluszkiem nie warto pchać się do większych miast, tylko wybierać mniejsze kameralne miejscowości. Z pewnością jest tam mniej atrakcji, ale przeważnie jest spokojniej, na plaży nie trzeba się okopywać skoro świt i jest bliżej do morza, które samo w sobie jest przecież największą atrakcją. Mina maluszka po raz pierwszy raczkującego po piasku czy pluskającego się w morskiej wodzie jest (co najmniej) bezcenny.
 
Samym piaskiem i morzem maluszek nacieszy się tylko chwilę, warto więc zabrać ze sobą lubiane przez niego zabawki. W piasku świetnie sprawdzi się zestaw foremek, na co dzień używany w piaskownicy. Wiaderko i łopatka, czy kolorowe foremki przedłużą nasz pobyt na plaży. Z naszą pomocą maluszek będzie mógł zrobić pierwsze babki z piasku, czy wykopać tak zwany grajdołek ;) Plastikowe zabawki do piasku dobrze sprawdzą się też w roli gryzaka.


Do wody świetne nadają się gumowe zabawki, używane najczęściej do kąpieli. Mogą to być gumowe rybki, foczki takie jak zaprezentowane TUTAJ. Nieco starsze maluszki chętnie pobawią się już bardziej złożonymi zabawkami i z pomocą rodziców przystąpią do wodowania statku pirackiego.

 

Z takim ekwipunkiem każda wyprawa na plażę będzie udana, a maluszek pochłonięty zabawą :)

czwartek, 26 czerwca 2014

Huśtawki czar

POZIOM: 3-6

Za każdym razem kiedy przechodzę koło placu zabaw widzę co najmniej jedno roześmiane dziecko na huśtawce i równie zadowolonego tatę, który je huśta. Znajomy, tata trzylatki, niedawno zafascynowany opowiadał, jak to córcia przekonała się do huśtawki i może na niej siedzieć nawet godzinę - totalnie oczarowana, a on w tym czasie może załatwić wiele spraw przez telefon albo po prostu - zresetować się po pracy. To tłumaczy dlaczego tatusiowe tak chętnie okupują huśtawki, ale nie tylko. Im dziecko starsze tym bardziej poszukujemy zabaw czy zabawek, które na dłuższą chwilę je zainteresują - huśtawka jest w tym przypadku idealna. Jak wytłumaczyć jej fenomen? Najlepiej chyba cofnąć się do czasów kiedy samemu miało się kilka lat. Siadając na huśtawce nagle odrywaliśmy się od ziemi i byliśmy jakby więksi, przez to, że huśtając się mogliśmy obserwować świat z innej perspektywy. Jest coś absolutnie magicznego w tym unoszeniu się nad ziemią, zarówno wtedy kiedy huśtaliśmy się sami, a tym bardziej kiedy robił to tata czy dziadek, którzy mieli więcej siły.
 
 
Huśtawka sprawdza się nie tylko na placu zabaw czy w ogrodzie, ale śmiało można ją zamontować także w domu. Większość dzieci będzie się na niej świetnie bawić, a te nieco strachliwe czy mające lęk wysokości, będą miały okazję trochę oswoić te lęki.

sobota, 21 czerwca 2014

Sezon na gofra

POZIOM: 3-6
 
Wakacje tuż tuż, a wraz z nimi sezon na słodkie przekąski takie jak lody, wata cukrowa czy gofry. Dzieci je uwielbiają, wiadomo - słodkie, kolorowe, pachnące... żaden spacer na którego trasie znajdzie się przysłowiowa "budka" z tymi przysmakami nie obejdzie się bez nich. Każdy rodzic wie, że szczególnie trudno ominąć takie punkty będąc na rodzinnych wczasach. A te niewinne z pozoru lody nie tylko topią budżet rodzinny, ale też ich jakość (zawartość cukru, sztucznych barwników i konserwantów) może budzić nasz słuszny niepokój. I te wszystkie dodatki do lodów czy gofrów typu frużelina czy bita śmietana z proszku - jedyne na co wpłyną korzystnie to na rozwój fałdek na małych brzuszkach ;)
 
Gofry można jednak przygotować w domu. Mamy wtedy nie tylko wpływ na to ile cukru będzie zawierało samo ciasto na gofry, ale też na dodatki jakie zjedzą nasze dzieci. A teraz, kiedy sezon na owoce w pełni nie ma nic lepszego niż świeże truskawki, czereśnie, borówki czy maliny.
 
Żeby zorganizować domową ucztę z gofrem w roli głównej będziemy potrzebować: 
  • gofrownicy (wydatek od ok. 50-100 zł)
  • dużej miski
  • miksera
  • małej nabierki

Oraz składników na ciasto - wypróbowany przepis poniżej:  
 
  • 2 jajka
  • 2 szklanki mąki
  • ½ szklanki oleju, rozpuszczonej margaryny lub masła
  • 1 i ¾ szklanki mleka
  • 4 łyżki cukru
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ¼ łyżeczki soli 
 
Dodatki:
  • świeże owoce: truskawki, maliny, borówki, czereśnie itp.
  • bita śmietana
  • kolorowe posypki
  • polewa karmelowa

Wszystkie składniki ciasta dokładnie mieszamy - najlepiej mikserem. Na rozgrzaną płytę gofrownicy wlewamy jedną porcję ciasta. Ważne żeby ciasto wlać szybko i równomiernie rozprowadzić je na płycie gofrownicy, dlatego najlepiej używać w tym celu małej nabierki. Zamykamy górną pokrywę. Gofry pieczemy ok. 5-7 minut. W połowie cyklu pieczenia uchylamy górną pokrywę gofrownicy - na ok. 3 sekundy - w ten sposób wyeliminujemy nadmierną ilości wydobywającej się pary
 
Nie warto zrażać się pierwszymi niezbyt udanymi goframi, wychodzą dopiero po kilku podejściach.
 
Po wystygnięciu gofry można udekorować różnymi dodatkami czyli przekrojonymi na mniejsze kawałki owocami, polewą czy bitą śmietaną - wybór dodatków najlepiej powierzyć maluchom - one będą wiedzieć najlepiej na jakie gofry mają ochotę :)
 
Poniżej kilka pomysłów:

 
 Gofry z malinami i borówkami...
 
 
z czereśniami i borówkami...
 
 
bita śmietana z borówkami, malinami i polewą karmelową...
 
 
czy truskawki i borówki z bitą śmietaną i kolorową posypką. 
 
Smacznego :)

sobota, 14 czerwca 2014

Mydło lubi kąpiele...

POZIOM: 0-1

...kiedy woda gorąca (...)" pamiętacie ten hit z dzieciństwa?! I ten teledysk - szczęśliwe dzieci chlupiące się w wodzie?! Ale czasem woda jest za gorąca, a kąpiel to dla malucha forma tortury. Jeden z moich wujków wspomina, że do dziś ma uraz do kąpieli w wannie. Jako dziecko był kąpany w za ciepłej wodzie, w dodatku z octem (takie czasy - dziś mamy emolienty;)) a już prawdziwą traumą było dla niego spłukiwanie szamponu z głowy - strumień gorącej wody i to paskudne szczypanie w oczy. 

Nie wszystkie dzieci lubią kąpiele, ale my jako rodzice możemy zrobić bardzo dużo, żeby zmienić kąpiel w prawdziwy domowy rytuał na który dzieci będą czekać i który po latach będą bardzo dobrze wspominać. 

Najpierw sprawy techniczne, czyli odpowiednia wanienka dla dziecka - można kupić tradycyjną, która mimo, że jest ogromna jest wygodna. Jej największą wadą jest to, że zajmuje dużo miejsca w łazience, a zabranie jej ze sobą na wyjazd jest niewykonalne. Można też kupić wanienkę FlexiBath - wygodna, wcale nie taka mała jak się wydaje, a najważniejsze można ją złożyć - czyli na rodzinny wyjazd w sam raz.

 
Druga ważna sprawa to dobór kosmetyków do kąpieli - a jest w czym wybierać. Większość płynów i szamponów dla niemowląt naprawdę nie szczypie w oczy i jest łagodna dla ich skóry. Ja osobiście polecam emolienty - trochę większy wydatek niż płyn 2w1, ale nie uczula, a skórka jest aksamitna.

A na koniec temperatura i ilość wody w wanience. Na początku większość rodziców używa termometru do wody, po czasie wodę wlewa się na wyczucie. Ważne żeby woda była niewiele cieplejsza od temperatury ciałka naszego dziecka. 

Ważne, żeby każdą kąpiel zaczynać jakimś stałym punktem, na przykład zawsze powtarzać czynności pielęgnacyjne przed kąpielą w tej samej kolejności. A samą kąpiel możemy urozmaicić piosenką, choćby tym nieśmiertelnym hitem fasolek. 

Kąpiel powinna być dla malucha przyjemnością. Wszystkie czynności pielęgnacyjne powinny być robione z wyczuciem i delikatnie. Po włożeniu malucha do wanienki najlepiej zacząć od delikatnego ochlapania go wodą, tak, żeby się oswoił. Spłukiwanie szamponu z włosów też nie musi być traumą - jest taki gadżet jak rondo czy jak kto woli daszek do kąpieli - dzięki niemu żaden strumień wody maluchowi niestraszny;) 
 
 
Oczywiście są maluchy, które nie usiedzą spokojnie, zwłaszcza w wanience - dla nich trzeba przygotować dodatkowe atrakcje, czyli zabawki do kąpieli. Dla ząbkujących, podgryzających wszystko maluchów idealne będą gumowe zabawki np. zwierzątka. Najlepsze są takie, które tryskają wodą i piszczą po naciśnięciu.

 
Starsze niemowlęta chętnie pobawią się bardziej zaawansowanymi zabawkami, przykładowo wielorybem do którego można wrzucać klocki. 

Dobrą zabawką będzie też raczek, który zacznie się ruszać, kiedy maluch będzie wlewał w niego wodę.

 
Chłopcom na pewno przypadnie do gustu statek piracki.

 
Z takimi zabawkami każda kąpiel będzie prawdziwą przygodą.

środa, 28 maja 2014

Mamo wrzuć na luz !

POZIOM: 0-1
 
Pewnie znacie ten kawał: Jak twoje pierwsze dziecko połknie złotówkę to jedziesz do szpitala, jak twoje drugie dziecko połknie złotówkę, to czekasz aż "wyjdzie" drugą stroną, a jak twoje trzecie dziecko połknie złotówkę to potrącasz mu ją z kieszonkowego :) Absurdalne - ani trochę - każdy doświadczony rodzic potwierdzi, że to bardzo dobrze ujęta prawda życiowa. Kiedy na świecie pojawia się nasze pierwsze dziecko łatwo wpaść w paranoję na punkcie jego bezpieczeństwa, czystości otoczenia, zdrowego odżywiania, czy przestrzegania stałego rytmu dnia. Wiem to bardzo dobrze, bo sama od kilku miesięcy codziennie uczę się jak znaleźć się wpół drogi między mamą służbistką-perfekcjonistką a mamą wyluzowaną. A droga ta jest kręta...
 
Zacznijmy od bezpieczeństwa malucha. W pierwszych miesiącach życia zagrożeniem może być wszystko, chociażby własne łóżeczko naszego dziecka. Jeśli nasłuchamy się o zespole śmierci łóżeczkowej to spanie (o ile w ogóle wchodzi w grę) na alercie mamy gwarantowane. Pamiętam, że kiedy mój synek pierwszy raz przespał całą noc budziłam się w nocy i nasłuchiwałam czy oddycha ;) Z czasem nabiera się więcej dystansu do tej kwestii - po kilku miesiącach chronicznego niedosypiania kiedy słyszymy, że maluch się wierci próbujemy wstrzymać oddech, żeby zyskać chociażby kilka cennych minut snu. Kolejne zagrożenia czekają w mieszkaniu, przykładowo kanapa czy łóżko - ta nieustanna obawa o to czy maluszek nam nie spadnie. A kiedy zacznie raczkować każdy mebel to potencjalne zagrożenie... ale wcale nie śmiercią, jak nam się początkowo wydaje, a najczęściej tylko małym siniaczkiem.

I tu pojawia się następny trudny temat - czystość w mieszkaniu. Kiedy maluch zaczyna raczkować, a potem i chodzić wydaje nam się, że nigdy nie jest wystarczająco czysto. Obsesyjnie próbujemy uchronić naszego maluszka przed tymi wszędobylskimi bakteriami, roztoczami i innymi domowymi stworami, ale z czasem odkrywamy, że utrzymywanie sterylnej czystości w domu nie ma większego sensu. Okazuje się, że bardziej szkodliwe dla naszego dziecka niż odrobina kurzu i brudu są chemiczne środki używane do utrzymania czystości to raz. A dwa jeśli zamierzamy wysłać malucha do żłobka czy później do przedszkola nie możemy go chować pod kloszem. Ostatnio aż zamarłam kiedy w ogrodzie synek zaczął raczkować po płytkach i tarzać się w rozsypanym na nich piasku - i co... żyje i ma się całkiem dobrze :) Przykłady można by mnożyć, chociażby wyparzanie butelek, smoczków i łyżeczek... po czasie wystarczające wydaje nam się polanie ich wrzątkiem. To samo z praniem i prasowaniem ubranek... tu też po czasie można (a nawet trzeba) iść na pewne ustępstwa.

Następna kwestia - karmienie. W pierwszych miesiącach ten nieustanny lęk czy dziecko się wystarczająco najada (w przypadku karmienia piersią), a później kiedy wprowadzamy pokarmy stałe skrupulatne przestrzeganie zaleceń żywieniowych czyli wprowadzanie glutenu, podawanie żółtka, przecierków... na początku najchętniej ważylibyśmy każdą porcję i sprawdzalibyśmy jej zawartość odżywczą pod mikroskopem;) Tu też prędzej czy później przychodzi opamiętanie.

I wreszcie tzw. rytm dnia. Jak mantrę wszyscy dookoła powtarzają nam, że dzieci lubią rutynę. Od pierwszych dni życia wręcz z zegarkiem w ręku staramy się wprowadzić stały harmonogram dnia. Zwłaszcza jeśli chodzi o spanie - tu konsekwentne przestrzeganie wieczornego rytuału (kąpiel, karmienie, usypianie) jest świętością, pewnie dlatego, że łudzimy się, że zapewni nam przespaną noc. W rzeczywistości okazuje się, że kiedy już wpadniemy we wspólny rytm i wydaje nam się, że rozłożenie drzemek, pór karmienia i spacerków w ciągu dnia jest łatwe do przewidzenia, dziecko nagle zmienia przyzwyczajenia. Większość dzieci bardzo dobrze funkcjonuje mając stały harmonogram dnia, niemniej, nawet te które "chodzą" jak w zegarku potrzebują odrobiny elastyczności z naszej strony.

Podsumowując, zastanawiam się  na ile ta nasza (czyli świeżo upieczonych mam) obsesja na punkcie zakloszowania dziecka jest wynikiem naszego wewnętrznego przekonania, że musimy być perfekcyjne w tej roli, a na ile zachowujemy się tak pod wpływem presji ze strony naszego otoczenia (czytaj: teściowej) i szeroko pojętego społeczeństwa.

Bez względu na to co nami kieruje, z czasem kiedy nabieramy już trochę doświadczenia w roli mamy, przekonujemy się, że nasze dziecko ma odrobinę instynktu samozachowawczego i nie jest tak delikatne jak nam wmówiono. Żadna skrajność nie jest dobra, a wyczucia tzw. złotego środka uczymy się każdego dnia. Pamiętam jak jeszcze w ciąży chcąc przygotować się do tego co mnie czeka jako mamę czytałam książkę "Zła matka" (jakże adekwatna w temacie tego postu) - wtedy wydawała mi się wręcz bluźniercza. Teraz kiedy jestem mamą dziewięcio-miesięcznego już malucha wiem, że czytanie tego typu poradników w ciąży, to jak czytanie instrukcji zmywarki zanim się ją kupi... a poza tym codzienna opieka nad maluchem bardzo weryfikuje nasze podejście do tego tematu.

 

poniedziałek, 19 maja 2014

Designem w niejadka

POZIOM: 1-3

Nie od dziś wiadomo, że jemy nie tylko buzią, ale też oczami. Znaczenie ma nie tylko estetyka serwowanych potraw, ale również sposób ich podania oraz naczynia i sztućce. Odpowiedni dobór dziecięcej zastawy stołowej może być przełomem w domowej bitwie z małym niejadkiem. Liczy się kolor, niebanalny kształt i pomysłowy design, który sprawi, że dziecko będzie zainteresowane posiłkiem. Jeśli dodatkowo stworzymy cały rytuał związany z posiłkiem i jedzenie stanie się elementem zabawy - sukces gwarantowany.
Zestaw obiadowy, który zachwyci każdego malucha to miseczki, talerze i sztućce SKIP HOP Zoo. Każde naczynie to inne zwierzątko, np. małpka, hipcio, miś panda, rekin, czy prezentowane niżej pszczółka, sowa czy kotek.
 
Kiedy maluszek krzywi się podczas jedzenia można zachęcić go do przełknięcia kolejnej łyżeczki pokarmu obiecując, że jak zje wszystko zobaczy jakie zwierzątko ukryło się w miseczce.
 
Podczas jedzenia można dodatkowo opowiadać o zwierzątku, naprowadzając dziecko na dobry trop.
 
Można nawet pójść krok dalej i opowiedzieć całą bajkę używając naczyń EBULOBO Czerwony Kapturek.
Na koniec posiłku dziecko w nagrodę zobaczy bohaterów bajki.
 
Miseczka Miś (z tej samej serii EBULOBO) również zachęci do jedzenia.
Kto nie chciałby opróżnić brzuszka tego słodkiego misiaczka ?! ;)
 
Talerz może również stać się wielkim placem budowy, a makaron, czy warzywa mogą być świetnym materiałem budowlanym - każdy chłopiec na pewno da się wciągnąć w zabawę sztućcami przypominającymi m.in. koparkę z serii CONSTRUCTIVE EATING.
Inna propozycja dla chłopców to kociołek prawdziwego pirata SUGAR BOOGER.
 
foto: www.mamissima.pl
 
Dziewczynki zauroczy różowy zestaw obiadowy PETIT JOUR PARIS.

 
A na koniec zestaw KRAJOBRAZ zarówno dla dziewczynek jak i dla chłopców, którego pomysłowość wręcz zaskakuje. Każdy z elementów jest wyciągany, mogą być używane osobno, ale razem tworzą pełny zestaw obiadowy.
 
Wszystkie zaprezentowane zestawy naczyń i sztućców znajdziecie na stronach www.mamissima.pl oraz www.celofan.pl . 

Ważna wiadomość dla rodziców, naczynia są leciutkie, bezpieczne dla dzieci i można je myć w zmywarce ;)

Założę się, że spodobały się nie tylko dzieciom - ale również sponsorom :)