niedziela, 20 września 2020

RODZINKA NA ROWERY/ Na Rędzinę hej!

             

- Wariant a) Most/Las Rędziński

- Wariant b) Rędzina i dalej nad Odrę 

CZAS: (wliczjąc pit-stop-y oraz siku-stop-y, płaczo-stopery i piknik-time)

- Wariant a) 1 - 1,5h

- Wariant b) 1,5 - 2h

(Zrzut-ki obu tras z #endomondo są już dostępne na profilu #Babyground🚲) 

ILOŚĆ OSÓB: 2+2

KONSTELACJA ROWEROWA: Rodzice na rowerach, młodzi w przyczepce🛺😉.




OPIS TRASY: 

Startujemy z Muchoboru Małego, jedziemy wzdłuż Gądowianki cały czas prosto na Most Milenijny, po drodze przecinamy Park Zachodni (miejsce tak wyjątkowe, że wkrótce zainauguruje cykl NAJLEPSZE PLACE ZABAW we WROCLAWiu i OKOLICach) jadąc przez most Milenijny mijamy po lewej Beach Bar Hot Spot ( spodziewajcie się osobnego posta z cyklu RODZINKA W BEACH BARze). Z Milenijnego zjeżdżamy w lewo, przecinamy ul. Osobowicką, skręcamy w prawo i dalej jedziemy wałami podziwiając nadbrzeże  Odry. Na polance ok. 300m od wjazdu do lasku Rędzińskiego - robimy przystanek na piknik. A po małej przekąsce zapuszczamy się na mały off-road po lesie i wracamy tą samą trasą 🚲👍. 

             

Wariant b) Na piknik-time trzeba poczekać chwilę dłużej - przejeżdżamy przez las Rędziński  i odbijamy w lewo jadąc polnymi drogami wzdłuż brzegu Odry. Na małej niepozornej dzikiej plaży, zatrzymujemy się na piknik podziwiając stadninę koni po drugiej stronie Odry 🐎. 

MOCNE PUNKTY TRASY:

+ widoczki 3w1 port-rzeka-las;

+ miejsce na piknik;

+ przejażdżka po lesie. 

SŁABE PUNKTY TRASY:

- spaliny wzdłuż  Gądowianki i na Moście Milenijnym;

- "wąskie gardło" przy wjeździe na Most Milenijny - trzeba uważać z przyczepką żeby nie trzepnąć kogoś z chorągiewki w oko 🙈 Kiedy przecinacie Park Zachodni, można jednak ominąć ten "punk zderzeń" zjeżdżając przy piłce na Euro 2012 i robiąc sobie przystanek na jednym z placów zabaw w Parku Zachodnim #placzabaw🎠;

- Wariant b) przy samym dojeździe do rzeki mamy prawdziwy off road (kolejny, wyboje, zarośla i trawy🥴) - ale miejsce docelowe jest warte takiego poświęcenia.





Jeśli jeszcze tam nie byliście zachęcam (póki pogoda nam sprzyja), a jeśli byliście to podzielcie się wrażeniami z trasy 🤗. 


czwartek, 17 września 2020

Akcja RE-aktywacja!

Moi Drodzy - niniejszym reaktywuje mój blog BABYGROUND!!! 🍾

Za pierwszym podejściem, nie tyle co zapasy pomysłów, zapału i energii szybko mi się wyczerpały ile po prostu zabrakło czasu (nie przewidziałam że okres urlopu macierzyńskiego z 1wszym dzieckiem i powrót do pracy po 1wszym dziecku to nie najlepszy punkt czaso-przestrzenny na rozpoczynanie kariery blogerskiej😉). Poza tym x-lat temu nie było takich narzędzi jak teraz - facebooczeek tak nie hulał, nie miałam świetnego aparatu w telefonie (tylko amatorsko obrabiałam zdjęcia zrobione z lustrzanki byłego męża🙊), ilość komentarzy i klikalność też jakoś nie porażała, więc po dokładnie 7 latach i 5 miesiacach (pierwszy post 24.04.2013) i 86 postach po prostu zawiesiłam moją blogerską działalność. Teraz postanawiam wrócić natchnięta przede wszystkim przez moje własne i zaprzyjaźnione dzieci oraz przez energię i atrakcyjność mojego cudownego i od lat ukochanego Wrocławia, który od 4 lat odkrywam na nowo rowerowo - dzięki mojemu mężowi; a od 2 lat również - dzięki drugiemu urlopowi macierzyńskiemu i dzięki moim dzieciaczkom - na nowo dzieciaczkowo. Jest też inspiracja od często przeze mnie czytanych i podziwianych blogów MakelifeEasier, Blog Ojciec, TASTEAWAY czy AHOJ Przygodo👍. 

Szkoda nie wykorzystać takiego potencjału i się z wami tym nie PODZIELIĆ🤗. Zainteresowanych zapraszam do śledzenia profilu Babyground i mojego BLOGA. Niezainteresowanych USPOKAJAM - nie będę was spamować linkami do bloga na moim prywatnym profilu😜 (ten błąd już zrobiłam lata temu🤭). 

Trzymajcie za mnie kciuki, może tym razem czasu, zapału, pomysłów i energii starczy mi na dłużej, chociaż mój cudowny mąż❤️ już zasiał to ziarno... kiedy wspomniałam, że planuje wskrzesić mojego bloga jako plan na długie jesienno-zimowe wieczory (oprócz oczywiście spędzania czasu z Nim (oraz/lub NETFLIXEM) zrobił tą swoją ultra-sceptyczną minę i puścił komentarz sugerujący, że ogarnięcie Jego, dzieci, domu, pracy i rowerowania to już wystraczająco dużo jak na jedną osobę i jak zwykle biorę na siebie za dużo, a odbije się to na NIM😥No cóż... moja damska duma nie pozwoliła mi się z nim zgodzić, tylko rzuciła fochem, ale jak to zwykle bywa po kilku dniach doceniam jego troskę o NAS👨‍👩‍👧‍👦. Niemniej zaryzykuje! 

Drugie ziarenko to jednak odsłonięcie części swojej prywatności (z rodzinką włącznie) co jest dość ryzykowne, ale postaram się zachować umiar i nie szastać wizerunkiem mojego męża i dzieci😉. Będziecie ich raczej widzieć jako bohaterów drugiego-czwartego planu. 

Trzecie ziarenko to wystawianie się na ocenę innych - tu od razu zaznaczam że będę na tym blogu dzielić się moimi subiektywnymi opiniami i przemyśleniami - jeśli ktoś ma inne - chętnie poczytam komentarze, rady, opinie - tzw. feedback mile widziany (taaa... pracuje w korpo i to jeszcze w zespole Chief of Staff, tak się składa że jestem Adminem systemu, który służy jako narzędzie do dawania feedback-u, a także pochylam się nad jakością, częstotliwością i obiektywnością 'feedback given & received' także trochę w tym siedzę😜. 

Wreszcie ostatnie małe ziarenko to ten aspekt robienia wszystkiego na pokaz a raczej na bloga - to częsty zarzut do bloggerów. Tak jak oni w większości będę robić to przy okazji spędzania czasu z moimi dziećmi, mężem, rodziną i przyjaciółmi, ale no dobrze... nie oszukujmy się - trochę mojej uwagi i naszego wspólnego czasu TO skradnie - i w jakimś małym stopniu jest to samolubne bo robię to dla siebie, w swoim wolnym czasie i wiadomo element docenienia przez innych oraz bycia czytanym i komentowanym, zarażenia kogoś świetnym pomysłem, pokazania nowego miejsca łechce ego każdego "próżnego" blogera😅. 

Ale właśnie na tym DLA SIEBIE się zatrzymajmy. Tyle było PRZECIW ale jest jedno wielkie ZA🙃. 

Babyground to dla mnie będzie forma terapii, wtajemniczeni wiedzą, że na początku lata przyatakował mnie taki potworek z którym nie chciałabym się ponownie spotkać w sezonie zimowym (ani już w żadnym INNYM)😔. Może to jest na niego metoda. 

To co... STARTUJEMY! I to od razu z cyklem RODZINKA NA ROWERY 🚲🚲🚲🚲 który już w najbliższą niedzielę na blogu 🤭

BTW Zachęcam także do przeklikania archiwum na blogu - ja się wzruszyłam czytając i oglądając "retro" posty z lat 2013-2015😂😂😂. 




piątek, 11 września 2015

To już jest koniec

POZIOM: WSZYSTKIE


Przygodę z blogiem czas zakończyć. Zbierałam się z tą myślą już jakiś czas, ostatecznie pokonało mnie ...lato. Przez ostatnie dwa miesiące nie pojawił się tu żaden nowy wpis - i to nie ze względu na brak pomysłów na kolejne posty, ale ze względu na totalny brak czasu. Lato było w tym roku wyjątkowo intensywne - pełne wyjazdów, wyjść, spotkań, czasu spędzonego na placu zabaw i ogólnie na świeżym powietrzu. Na bloga nie starczyło już zapału i sił. Poza tym zmieniła mi się też koncepcja tego, co chciałabym tu pokazywać i o czym pisać... mam już w domu dwulatka - i przez te dwa lata moje myślenie o byciu mamą bardzo się zmieniło. Codziennie na nowo uczę się żonglować moim czasem między pracą a domem, próbując w tym wszystkim znaleźć jeszcze ten magiczny "czas dla siebie". I wiem już, że nie liczy się ilość tylko jakość czasu spędzanego z Grzesiem, który (nie wiadomo kiedy) skończył dwa latka i ma większe oczekiwania co do organizowania mu życia ;) Zawsze uważałam, że lepiej robić coś najlepiej jak się da albo wcale. A od pewnego czasu do bloga przykładam się bardzo słabo. Mam więc nadzieję do zobaczenia w przyszłości przy kolejnym moim projekcie - bo nie ukrywam, że już jakaś myśl mi w głowie kiełkuje... . 

A w ramach małego podsumowania: 

  • Pierwszy post na blogu pojawił się 24 kwietnia 2013 roku, blog ma więc 2 lata, 4 miesiące i 17 dni. Łącznie pojawiło się tu 86 postów - ten jest 87 :) 
  • I ku mojemu zaskoczeniu najbardziej popularnym był ten o zakładaniu zielnika - 745 wyświetleń! W pierwszej trójce znalazł się także wpis "Mistrzostwa świata w organizacji" - 318 wyświetleń (do dzisiaj uśmiecham się, jak go czytam), oraz pierwszy historyczny wpis "Na dobry początek..." - 242 wyświetlenia. 
  • Do tej pory blog miał 8969 wyświetleń (możliwe, a wręcz bardzo prawdopodobne, że ta liczba wzrośnie nawet po jego "uśmierceniu"). 
Mam nadzieję, że zaglądając tutaj bawiliście się równie dobrze, jak ja przy tworzeniu tego bloga. Jeśli was w jakiś sposób zainspirowałam, sprawiłam, że odkryliście coś nowego a zarazem spojrzeliście na przestrzeń domowo-rodzicielską w inny sposób - to warto było tworzyć ten blog. 

wtorek, 23 czerwca 2015

TA-TA WY-MIATA

POZIOM: WSZYSTKIE


Drodzy tatusiowie - z okazji waszego święta - wszystkiego najlepszego !


Tatusiowie, to niedoceniona instytucja, szczególnie dzisiaj w czasach równouprawnienia (lub jak kto woli związków partnerskich), kiedy opieka nad dzieckiem jest coraz częściej współdzielona lub nawet całkowicie przez nich przejmowana. Tatusiowie są niezastąpieni jako towarzysze zabaw pt. "głupie głupoty", a jednocześnie zachowują zimną krew i przytomność umysłu, kiedy my, mamy, poddajemy się emocjom. Kto tak jak oni sprowadzi nas na ziemię lub pozostanie ostoją spokoju kiedy reszta rodzinki wyje do księżyca? ;) Oprócz tego zawsze służą silnym ramieniem (wyłącznie w pozytywnym sensie znaczenia tego słowa) i co może niektóre panie zdziwić - są świetni w pielęgnacji maluszka (jak już nabiorą trochę wprawy, przyswoją nasz precyzyjny instruktaż i pozwolimy im na robienie tego po swojemu). Może trochę gorzej idzie im z organizacją życia rodzinnego, ale najczęściej wprowadzają tylko trochę nieszkodliwego chaosu w napięty harmonogram dnia maluszka. Niezwykle czuli, a jednocześnie konsekwentni i surowi w egzekwowaniu dyscypliny. Jednym słowem - tatusiowie rządzą ;)


Idealny prezent na Dzień Ojca? Schłodzone piwko lub męski gadżet?! Nie... raczej warto obrać inny kierunek i pomyśleć co nasz maluszek może zrobić dla taty sam. Świetnym pomysłem (z naszego żłobka) jest wykonanie papierowej muszki dla taty. Powyżej wizualizacja, możliwa dzięki uprzejmości naszego MISIA, który w ramach wyjątku zgodził się wystąpić w roli modela. Na spotkanie biznesowe - idealna :) 

piątek, 8 maja 2015

Zabawki są wszędzie

POZIOM: 1-3

Każdy rodzic wcześniej czy później odkrywa niesamowitą umiejętność swojego dziecka do wynajdowania sobie zabawek absolutnie wszędzie. Ta umiejętność u większości z nas zanika z wiekiem, choć częściowo powraca, kiedy zostajemy rodzicami i na nowo odkrywamy w sobie spore pokłady wyobraźni :) Absurdalnie, od samego początku, zarówno my, jak i dziadkowie zasypujemy malucha "sklepowymi" zabawkami. Nie ma w tym nic złego, zwłaszcza, że wybór jest spory, a wiele zabawek jest bardzo dobrze pomyślana, dostosowana do wieku dziecka, bezpieczna i wysokiej jakości. Warto jednak pamiętać, że proste rozwiązania są czasem najlepsze i pozwalać dziecku bawić się przedmiotami, które znajdują się w domu i w jego bliskim otoczeniu. Przykłady kuchenne... to: pokrywki od garnków, łyżki, kubeczki, słomki czy serwetki. Dzieci znajdą wiele zastosowań tych przedmiotów, przykładowo kubeczki można wkładać jeden w drugi, słomki wyginać, a za pomocą pokrywek dać mały koncert. Inne zabawki, dla małych "lwów salonowych" to poduszki, meble - za którymi można się chować,  otwierać szuflady i szafki, czy przesuwać krzesła. Świetną zabawką na lata będzie też miękka pufa po której można skakać, wdrapywać się na nią czy wylegiwać się na niej kiedy malucha dopadnie zmęczenie. 
Sprytne maluchy potrafią wymyślać zabawy polegające na zamykaniu wszystkich drzwi w domu, chowaniu się za firankę czy skakaniu po kanapie. Przy takich zabawach trzeba pamiętać o bezpieczeństwie i uważać żeby małe paluszki nie zostały przytrzaśnięte, albo maluch nie zeskoczył z kanapy na główkę. Pod czujnym okiem rodzica nic takiego nie powinno się przydarzyć. Bardzo ważne jest wyznaczenie maluchowi granicy do której zabawa jest bezpieczna, i stanowcze ale spokojne reagowanie kiedy nasz maluszek bryka za bardzo i obawiamy się, że może sobie coś zrobić. Zdarza się, że maluch upatrzy sobie pokrętła od piekarnika jako zabawkę i wtedy robi się gorąco ;) Podczas zabaw przy szybie czy lustrze też trzeba uważać, ale nie rezygnować z możliwości jakich nam dają - robienie min, pukanie w szybę, odciskanie noska i paluszków - kiedy jak nie teraz można sobie na to pozwolić ?!

foto: www.sexymamy.pl

Jeszcze więcej możliwości kryje się także w przedmiotach, które wszyscy mamy w domu, a które w najlepszym razie mieszczą się w kategorii "na pewno się przyda" a w najgorszym są po prostu śmieciami. Wstążki, kawałek sznurka, rolki po papierze toaletowym czy plastikowe kubeczki po jogurcie. Przy odrobinie wsparcie technicznego rodziców i talentu plastycznego malucha można z nich wyczarować zwierzątka, postacie z bajek czy zorganizować zabawę na na całe popołudnie. Z serwetek można powycinać ciekawe kształty i odrysowywać je na papierze. Takich przykładów jest jeszcze sporo - najważniejsze - nie mówmy maluchowi "nie baw się tym" czy "to nie jest do zabawy" ale zachęcajmy go do używania wyobraźni i bawienia się w bezpieczny sposób przedmiotami, które otaczają nas na co dzień.

piątek, 24 kwietnia 2015

Dwulatek

Dziś mój blog obchodzi drugie urodziny :) 

Z tej okazji życzę mojemu solenizantowi, żeby wciąż pojawiały się na nim nowe posty, a ich autorka nie obniżała lotów. Życzę mu również, żeby od dawna planowane zmiany w jego layoucie wreszcie zostały wprowadzone. A przede wszystkim, żeby nadal odwiedzali go stali czytelnicy, a nawet żeby pojawiali się nowi. A na koniec, żeby moja motywacja do jego prowadzenia, która ostatnio utrzymywała się na niepokojąco niskim poziomie, wreszcie poszybowała w górę mimo mojego zaabsorbowania zbuntowanym i niezwykle uroczym (prawie równolatkiem) mojego bloga.

Może nie sto, ale co najmniej jeszcze kilka lat !

sobota, 4 kwietnia 2015

Wszyscy jesteśmy rodzicami

POZIOM: 0-1


Nie raz słyszałam jak to w dzisiejszych czasach my młodzi rodzice mamy dobrze - tyle udogodnień: bujaczek, szczeniaczek kiwaczek, podgrzewacze do butelek, krzesełka, nosidełka, pampersy, nie wspominając o różnorodności produktów żywnościowych dla maluchów - tzw. słoiczkach czy ogólnie dostępnym mleku w proszku. Zgadzam się, z "technicznego" punktu widzenia jest nam łatwiej, ale nie do końca. 

Mając tak duży wybór produktów dla dzieci, po pierwsze trudniej nam zdecydować co jest naprawdę przydatne, a co jest tylko bezużytecznym gadżetem. Tym bardziej, że natrętny marketing produktów dziecięcych zaczyna się już w szpitalu, a może nawet jeszcze wcześniej na zajęciach szkoły rodzenia. Potem już na każdym kroku mamy wrażenie, że wszyscy wokół nas wiedzą lepiej niż my co jest najlepsze i absolutnie niezbędne dla naszego dziecka. Z czasem uczymy się bycia asertywnymi i selektywnymi. Pozbywamy się myślenia pod tytułem "jeśli coś jest przeznaczone dla dzieci to na pewno jest bezpieczne" lub "nie zawiera cukru". Zaczynamy kwestionować nieskazitelną jakość i przydatność takich produktów i nie dajemy sobie wmówić, że tylko w takich a nie innych buciakach stópka naszego dziecka będzie oddychać, a płyn do kąpieli konkretnej marki ułatwi mu zasypianie.

Po drugie w całym tym zamieszaniu związanym z wyborem czy dziecko chustować czy używać nosidełka, a dalej czy używać pampersów czy pieluch wielorazowych, karmić piersią czy mlekiem modyfikowanym - możemy stracić z oczu to co najważniejsze - czyli zdrowie i bezpieczeństwo naszego dziecka, które możemy mu zapewnić kierując się nie ostatnimi trendami na rynku, tylko własną intuicją i doświadczeniem, które stopniowo będziemy zdobywać. 

Najlepszą rzeczą w rodzicielstwie jest to, że uczymy się świata na nowo wspólnie z naszym dzieckiem. Mamy szansę spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy, zakwestionować nasze wartości, zmienić złe nawyki, popracować nad sobą, wyrzucić ze słownika stwierdzenia "Nie chce mi się" czy "Nie mam czasu" czy przedefiniować pojęcie "bycia zmęczonym". To jednocześnie duże wyzwanie, w którego sprostaniu nie pomoże żadne ze współczesnych "udogodnień". Istota bycia rodzicem pozostaje niezmienna - to zapewnienie dziecku optymalnych warunków rozwoju, codzienna opieka, pielęgnacja i wychowywanie. Łatwo ulec marketingowym złudzeniom i myśleć o byciu rodzicem bardzo powierzchownie lub pójść w stronę udzielania innym rodzicom "dobrych" rad, krytykowania, wywyższania się, czy nawet zgrywania rodzica-eksperta... a przecież wszyscy jesteśmy rodzicami i powinniśmy się wspierać mając na uwadze wyłącznie dobro naszych dzieci. 

Świetnie obrazuje to reklama, która była inspiracją do napisania tego postu: https://www.youtube.com/watch?v=G_kIF4dAoao.