niedziela, 5 października 2014

Chodzenie po ścianach

POZIOM: 1-3
 
Około pierwszego roku życia większość maluszków coraz intensywniej zaczyna odkrywać świat w pozycji stojącej. Niektóre maluszki w tym wieku robią już pierwsze kroki, a inne potrzebują jeszcze drobnego podporu, dlatego najczęściej stąpają ostrożnie trzymając się ścian, mebli lub rodziców. Leniuszki, którym nieśpieszno do chodzenia potrzebują lekkiej zachęty, żeby częściej się pionizować - idealne będą edukacyjne zabawki naścienne. Bardzo często można je spotkać w żłobkach, przedszkolach czy w kącikach dziecięcych w miejscach publicznych. Można też zamontować je w pokoju maluszka. Najlepiej żeby zabawka była wykonana z drewna. Powinna mieć elementy ruchome w żywych kolorach. Bardzo ciekawą zabawką naścienną będą różnego rodzaju labirynty, które rozwiną zdolności psycho-ruchowe maluszka.
 
 
Świetną zabawką będzie też naścienne domino, które wprawione w ruch poruszy kolorowe wiatraczki.
 
 
Do pokoju małego żeglarza świetnie będzie pasować żaglówka.
 

Uwagę każdego malucha na dłużej przyciągną też kolorowe kuleczki, które można przesuwać w górę, w dół i na boki.
 

Zabawki ścienne nie tylko rozwijają dzieci intelektualnie i motorycznie, ale również uczą i bawią jednocześnie. Większość maluszków jest nimi tak zaabsorbowana, że nieświadomie zaczyna pewnie przy nich stać  i chodzić. To świetny motywator, żeby zachęcić leniuszki do wstania z czworakowania - żeby dosięgnąć do zabawki muszą przecież stawać na paluszkach i przebierać nóżkami:)
 
Zabawki tego typu ciężko jest jeszcze kupić indywidualnie, a poza tym ze względu na rozmiary są dość drogie. Świetnym rozwiązaniem będzie więc zrobienie własnej zabawki naściennej dla maluszka - wystarczy znaleźć materiały, które mają różnorodną fakturę - na przykład karton, fragment wycieraczki, skrawek wzorzystej wypukłej tapety, sznurek, kulki - i stworzyć z nich własną kompozycję, która wywoła u maluszka różne odczucia dotykowe. Ważne, żeby elementy wykorzystane przez rodziców były bezpieczne dla maluszka - nie mogą być ostre i  powinny być mocno sklejone.

piątek, 26 września 2014

Mama wraca do pracy

POZIOM: 0-1
 
Nadchodzi taki dzień w życiu każdego maluszka i każdej mamy, kiedy trzeba się rozstać na kilka godzin w ciągu dnia. Decyzja o powrocie do pracy nigdy nie jest łatwa. Z jednej strony po kilku lub (tym bardziej) po kilkunastu miesiącach kiedy maluszek ma nas praktycznie na wyłączność – potrzeba "wyrwania się z domu" jest całkowicie naturalna. Nawet jeśli świetnie czujemy się w roli mamy, prędzej czy później rutyna i brak stałej interakcji z dorosłymi ludźmi daje się we znaki. Z drugiej strony decydując się na powrót do pracy musimy zmierzyć się z wyrzutami sumienia i obawami, ze przegapimy ważne momenty w życiu naszego dziecka (jak pierwsze kroki) czy też, że nasza bliska więź wypracowana przez wiele miesięcy ulegnie bezpowrotnej zmianie. Dochodzi jeszcze czynnik zewnętrzny, czyli reakcja otoczenia. Czasami mąż lub dziadkowie usilnie próbują nam wmówić, że decyzja o powrocie do pracy nie wyjdzie nam i maleństwu na dobre. Kolejna sprawa to poukładanie sobie na nowo codzienności, w której oprócz dziecka i obowiązków domowych trzeba wykroić sporą część dnia na prace. Jak to zrobić?
 
Po pierwsze musimy podjąć decyzję o tym komu powierzymy opiekę nad maluszkiem – czy będzie to niania, dziadkowie czy też opiekunki w żłobku. Każde z rozwiązań ma swoje plusy i minusy. Decydując się na nianie, nie obawiamy się o to jak nasze dziecko zareaguje na nowe otoczenie, bo ono się nie zmieni. Maluszek nie ma kontaktu z innymi dziećmi, więc nie będzie częściej chorować, a poza tym w zależności od naszych potrzeb niania może zostać dłużej lub krócej danego dnia. Pojawia się tylko kwestia naszego zaufania do stosunkowo obcej osoby która z dnia na dzień zajmuje nasze miejsce na kilka godzin oraz ryzyko, że maluszek może jej nie polubić. W żłobku maluszek jest z kolei bardziej narażony na częste chorowanie, ale też zaczyna się szybciej rozwijać poprzez codzienną naukę i zabawę w towarzystwie innych dzieci. Ciężko zapewnić maluszkowi tak dobre warunki do rozwoju w domu. W żłobku ma też szansę na większą samodzielność, a stały kontakt z rówieśnikami jest bezcenny. Sytuacja w której maluszkiem opiekują się dziadkowie wydaje się być najlepszym rozwiązaniem, ale nie zawsze jest taka możliwość, a poza tym czasami jedna lub druga strona ma wzajemne obiekcje co do tej formy opieki nad maluszkiem.
 
W zależności od tego którą formę opieki nad maluszkiem wybierzemy musimy zmierzyć się z tym, że kilka pierwszych tygodni po rozstaniu może być ciężkie … Każde dziecko przechodzi okres adaptacji w żłobku czy bycia pod opieką niani lub dziadków w inny sposób. Niektóre maluchy czują się świetnie wśród innych dzieci w żłobku - podoba im się to, że są poza domem, mają inne zabawki i atrakcje w ciągu dnia. Czasami zapłaczą, ale ogólnie nie mają większych problemów adaptacyjnych. Ale są też maluszki, które zaczynają płakać jak tylko mama zniknie im z horyzontu - ciężko je uspokoić i zająć na tyle, żeby zapomniały, że mamy nie ma. Ten traumatyczny czas może potrwać kilka tygodni, a nawet jeśli nasze dzieci przejdą proces adaptacji gładko – my same możemy mieć z nim problem.
 
Począwszy od tego, że możemy przeżywać rozstanie z dzieckiem bardziej niż ono samo – drugi aspekt to odnalezienie się na nowo w pracy. W czasie kiedy nas nie było, w firmie dużo mogło się zmienić – musimy to bardzo szybko nadrobić poprzez odświeżenie swojej wiedzy, umiejętności i kontaktów z innymi pracownikami. Lepiej lub gorzej (w zależności od punktu widzenia) sytuacja przedstawia się kiedy zaczynamy zupełnie nową pracę. Pierwsze miesiące wymagają dużego zaangażowania – zdobywamy nową wiedzę, poznajemy nowych ludzi i szukamy najlepszego sposobu na radzenie sobie z nowymi obowiązkami. Dochodzi też element pewnego odrealnienia, tzn. przez pierwsze tygodnie w pracy czujemy się jak w zupełnie innej równoległej rzeczywistości – nagle możemy spokojnie wypić kawę, siedzieć dłużej niż 5 minut w jednym miejscu (w ogóle siedzieć) i nie robić kilku rzeczy na raz (!). Ale żeby nie było tak różowo…
 
Powrót do pracy wymaga jeszcze lepszej organizacji niż bycie z maluchem w domu. Dzień zaczyna się bardzo wcześnie – pobudka 6:00 – i tu zaczynają się pierwsze schody, bo maluszek który wcześniej budził się nawet ok. 5:00 nagle może zechcieć pospać dłużej. Najlepiej delikatnie wybudzić go przewinięciem lub butelka mleka. Później zaczyna się prawdziwy wyścig z czasem – w godzinę trzeba ogarnąć siebie, maluszka i jeszcze coś zjeść – pomoc męża jest nieodzowna. Tylko podział obowiązków (np. ja szykuję śniadanie a ty karmisz i ubierasz dziecko) gwarantuje sukces. Choć trzeba wziąć pod uwagę nieprzewidzialne zdarzenia, czyli np. jesteśmy już ubrani i gotowi do desantu a tu nagle na naszą koszulę ulewa się dziecku mleczko… albo ma miejsce poważniejsza katastrofa żywieniowa. Następny punkt dnia w planie dnia to sprawne odstawienie dziecka do żłobka oraz przetransportowanie się do biura – każda minuta jest cenna. Po (zazwyczaj) ośmiu godzinach pracy dzień się nie kończy – przed nami kolejne wyzwanie: punktualne wyjście z pracy i sprawny dojazd do żłobka/ domu. I tu pojawiają się przeszkody: niekończący się potok maili, korki, brak miejsca parkingowego lub niechęć dziecka do opuszczenia żłobka. Pomimo tych przeszkód, odbieranie dziecka ze żłobka to jedna z najprzyjemniejszych chwil dnia – ta radość malucha kiedy widzi mamę – dla mnie to wciąż niesamowite uczucie :)
 
 
Czas po pracy to tak naprawdę balansowanie pomiędzy aktywną zabawą z dzieckiem a zrobieniem chociaż jednej z 1001 rzeczy, które mamy do zrobienia (mam na myśli tzw. obowiązki domowe). Kryzys spod znaku samoczynnie opadających powiek pojawia się najczęściej między 18:00 a 19:00, ale kiedy już przez niego przebrniemy zostaje nam przedostatni punkt w grafiku - codzienne wieczorne oporządzenie maluszka (czyli kąpiel, karmienie, usypianie i przygotowanie wyprawki do żłobka na następny dzień).
 
Czas dla siebie… czasami dopiero od 21:00/ 22:00 wzwyż (w zależności jak szybko maluch uśnie). Ale nie oszukujmy się, często to nie jest czas tak naprawdę dla nas bo w pierwszej kolejności zajmujemy się nadrabianiem zaległości w praniu lub sprzątaniu, czy też po prostu znajdujemy chwilę na zrobienie zakupów przez Internet czy dokonanie płatności. Warto jednak powalczyć z powiekami raz jeszcze i dać sobie chwilę wyłącznie dla siebie.
 
Nie brzmi to zachęcająco? Nikt nie mówił, ze będzie łatwo. Napięty grafik dnia, zmęczenie, brak czasu dla siebie… to jedna strona medalu, a druga to spełniona mama i samodzielny maluszek.

sobota, 13 września 2014

Rodzinne filcowanie

POZIOM: 7-10

Niedługo zaczną się długie jesienne wieczory... na dworze szybko będzie robić się ciemno, a deszcz czy silny wiatr nie będą zachęcały do spacerów. Warto mieć co najmniej kilka pomysłów na ten czas, szczególnie takich, które zaangażują dzieci na dłużej, a przy okazji najmłodsi nauczą się nowej umiejętności.

Jedną z nich może być szycie. To umiejętność, która na jakiś czas odeszła do lamusa, a ostatnio wraca do łask. Mam wrażenie, że przede wszystkim za sprawą kilku materiałów, które ostatnio zrobiły się bardzo modne. Jednym z nich jest filc. Jego popularność można tłumaczyć tym, że jest dostępny w wielu kolorach, mięciutki a przede wszystkim naprawdę nie trzeba być mistrzem krawiectwa, żeby wyczarować z niego prawdziwe cudeńka. Tak naprawdę do pracy z tym materiałem wystarczy znajomość podstawowego ściegu.

Pomysłów na to co można zrobić z filcu jest naprawdę wiele. Widziałam już filcowe poduszki, torebki, biżuterię, pokrowce na telefon czy laptopa (to z tych bardziej praktycznych) ale również przytulanki dla dzieci, ozdoby na choinkę, zawieszki na okno, czy do pokoju dziecięcego.

Filc kupuje się w kawałkach, najczęściej o wymiarach 50x50cm, ale dostępne są też większe lub mniejsze. Do zabawy z dziećmi najlepsze będą właśnie mniejsze kawałeczki filcu - łatwiej sobie z nimi poradzą.

Do rodzinnego filcowania będziemy potrzebować:
  • kilku kawałków kolorowego filcu
  • igły 
  • kolorowych nici
  • nożyczek
  • waty
  • długopisu/ lub ołówka
  • kawałku grubszego papiery/ tektury

Pracę z filcem najlepiej zacząć od projektowania. Poprośmy dzieci, żeby pomyślały co chciałyby uszyć z filcu - na początek może to być jeden pojedynczy kształt, np. słoneczko. Rysujemy je na kartce grubszego papieru lub tektury, następnie odrysowujemy kształt dwa razy na kawałku filcu. Wycinamy dwa "słoneczka" i zszywamy je nitką w podobnym kolorze. Przed zszyciem środek wypełniamy niewielką ilością waty.

Kiedy nabierzemy już trochę wprawy można zaprojektować bardziej złożone wzory, na przykład pszczółkę jak poniżej.


Osobno odrysowujemy cały odwłok, a następnie czarne paski, oczka i skrzydełko - wszystko podwójnie. Najpierw naszywamy paski i oczka, a następnie zszywamy dwa kawałki żółtego materiału, pamiętając, żeby przed całkowitym zszyciem pszczółki włożyć u góry skrzydełko, a do wnętrza watę.

Kolejny wzór to tulipan - osobo trzeba odrysować łodygę z liśćmi i kwiat (również podwójnie). Najpierw zszywamy kwiat tulipana, a przed całkowitym zszyciem pamiętamy o wsunięciu końcówki łodygi w kwiat. Watą wypełniamy tylko kwiat. Po zrobieniu kilku tulipanów można przewlec przez nie nitkę. W ten sposób będziemy mieć ozdobę do zawieszenia na przykład w oknie lub na firance.


Innym pomysłem na zawieszkę jest łańcuszek z owoców. To już bardziej skomplikowane zadanie, bo składają się z kilku elementów. Analogicznie jak przy poprzednich wzorach każdy element trzeba odrysować i wyciąć dwa razy.


Dzieci na pewno będą chciały uszyć swoich ulubionych bohaterów z bajek, czy zwierzątko lub misia - to świetny pomysł na breloczek, który mogą mieć przyczepiony do kluczy. 

sobota, 23 sierpnia 2014

Jedzeniowa jatka - czyli jak zadbać o czystość niejadka ;)

POZIOM: 0-1
 
Nie będę się rozpisywać o tym jakie to znam cudowne sposoby na małego niejadka, bo sama ostatnio przechodzę przez fazę buntu jedzeniowego mojego synka i wiem jedno - kto nie doświadczył ten nie wie! Wydaje się, że rodzice mogą w tym temacie zdziałać sporo. Przykładowo jeśli maluch nie chce jeść gotowych "słoiczków" - mogą zacząć mu gotować, jeśli znudziły mu się papki - przejść na bardziej wyrafinowaną konsystencję dań, łączyć lub rozdzielać pokarmy o różnych smakach, cudować z kolorowymi miseczkami i łyżeczkami, dawać coś do zabawy w trakcie jedzenia, śpiewać, recytować, rzucać zaklęciami lub pobożnymi prośbami, powoływać się na aspekt zdrowotny posiłku "Jak nie zjesz to nie będziesz mieć energii na zabawę" czy odwoływać się do autorytetu seniorów rodu "I jeszcze jedna łyżeczka za babcię, za dziadka..." Przez ostatnie tygodnie próbowałam tego wszystkiego i wiem jedno - jak dziecko się uprze że nie zje to NIE ! BO TAK! Wolę się więc skupić na praktycznym aspekcie zagadnienia - czyli na sposobach na zabezpieczenie dziecka, siebie i mieszkania w sytuacji kiedy obiadek zamienia się w regularną domową jatkę - a patentów jest kilka.
 
Po pierwsze ważny jest wybór odpowiedniego pomieszczenia na karmienie maluszka - doradzam kuchnię -  poza aspektem logistycznym (czyli bliskością zlewu, podgrzewacza, wszelkich akcesoriów i naczyń kuchennych) ma tą przewagę, że ściany można pomalować specjalną farbą z której bez trudu można zmywać zabrudzenia. Gdyby nie ta farba miałabym już na ścianie w kuchni wszystkie kolory tęczy ;)

Kolejny aspekt to krzesełko do karmienia. Wybór krzesełek jest ogromny - różnią się wysokością, wielkością czy kształtem. Warto zwrócić uwagę na to z jakiego materiału wykonane jest samo siedzisko - jeżeli z materiału to nie polecam - co 2-3 dni pokrowiec będzie lądował w pralce. Najłatwiejsze w utrzymaniu są pokrowce z ceratki - a zaraz potem krzesełka plastikowe, tyle, że maluszkom może być na nich niewygodnie.

Kolejna rzecz to zabezpieczenie ubranka malucha na czas karmienia - tu pozycja obowiązkowa to śliniaczek. Pierwsze miesiące ze śliniaczkami były ciężkie - lądowały w pralce niemal po każdym posiłku. Na szczęście odkryłam śliniaki z silikonu, które można zakładać już półrocznym maluchom. Takie śliniaczki są wygodne, a jednocześnie wystarczy umyć je pod bieżącą wodą i już są czyste :)

 
Czasami śliniak to jednak za mało. Rasowi mali buntownicy uwielbiają wcierać oślinione wcześniej biszkopty w spodenki, wkładać paluszki do buzi pełnej jedzenia i wycierać je w ubranko, lub odwracać się na boki tak żeby zawartość łyżeczki wylądowała na ramieniu zamiast w buzi lub na śliniaku, nie wspominając już o regularnej bitwie czyli rzucaniu miseczką, wytrącaniu mamie z ręki łyżeczki lub pluciu kaszką na odległość - w wyżej wymienionych sytuacjach pomoże tylko pelerynka lub fartuszek. Nie sprawdzą się tylko w upały, ale wtedy można maluszka rozebrać do pieluszki kiedy podajemy mu jedzonko.


Innym sposobem na ułatwienie sobie starcia z małym niejadkiem jest zajęcie go na czas jedzenia zabawą. Jeśli śpiewanie, recytowanie i rozśmieszanie nie pomaga, sprawdzą się małe niepozorne gadżety, jak na przykład łyżeczka (koniecznie twarda, a nie silikonowa - dobrze sprawdza się miarka do mleka modyfikowanego). Maluszek, zwłaszcza ząbkujący, chętnie pogrzebie sobie w buzi taką łyżeczką, podrapie się po obolałych dziąsłach a  w przerwie tych aktywności  można niepostrzeżenie podać mu łyżeczkę jedzonka. Podobnie sprawdzą się gryzaczki, czy mniejsze zabawki - a jeśli to nie pomaga można przyciągnąć wzrok maluszka zabawką która się świeci - w ten sposób zaoszczędzimy sobie sprzątania.   

wtorek, 5 sierpnia 2014

Gra w skojarzenia

POZIOM: 7-10
 
Podejrzewam, że większość z w czasach tzw. podstawówki często grała w państwa-miasta. Wystarczyła kartka papieru, coś do pisania, kilku chętnych i można było grać godzinami... dla niewtajemniczonych gra polegała na wyszukiwaniu słów zaczynających się na daną literę z wybranej kategorii, np. miasto, państwo, zwierzę czy roślina zaczynająca się na literę "a". Najwięcej punktów zdobywała osoba, która wpadła na słowo, którego nie skojarzyli pozostali gracze.

 
Analogiczną grą, ale o nieco uproszczonych zasadach, jest gra w skojarzenia czyli GUESSING GAME. To świetna gra dla dzieci, które zaczynają przygodę z językiem angielskim. Wybrałam kilka kategorii słówek, które powinny być już dzieciom znane, np. kolory, owoce, czy ubrania. Poniżej gotowa do wydrukowania gra wraz z jej zasadami GUESSING GAME. To świetna zabawa językowa na czas wakacji kiedy dzieci nie mają kontaktu z językiem angielskim, a poprzez zabawę w kilka minut mogą sobie przypomnieć kilka słówek. 

środa, 23 lipca 2014

Domowe PRZEtwory

POZIOM: 7-10

Lato to czas owoców sezonowych. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać do regularnego dodawania świeżych owoców do dziecięcej diety w tym czasie, zwłaszcza, że maluchy zwykle chętnie zjadają truskawki, maliny, czereśnie, morele, czy śliwki. Trochę gorzej może być z namówieniem ich na spróbowanie mniej słodkich owoców takich jak porzeczki czy agrest. Niemniej warto urozmaicać dietę maluszków, zwłaszcza, że nawet po sezonie możemy dalej podawać dzieciom owoce w postaci konfitur, dżemów, czy musów owocowych. Świetną formą zachęcenia dzieci do jedzenia na przetworów jest włączenie ich w sam proces ich przygotowywania. Warto zacząć od wspólnego zbierania owoców, następnie ich obierania i przygotowywania pustych słoików i naczyń. W wielu rodzinach najlepsze receptury na domowe przetwory mają babcie. Warto skorzystać z ich doświadczenia kulinarnego i nie tylko. Jeśli nie czujemy się w temacie przetworów zbyt pewnie, babcie z chęcią zaangażują się w robienie przetworów z wnuczkami. A poniżej sprawdzony i uniwersalny przepis na dżem owocowy mojej mamy:

Składniki: 
  • 1 kg owoców (np. truskawek, malin, czereśni)
  • 500 g cukru żelującego (np. DIAMANT 2:1)

Przygotowanie:
  • Owoce umyć, obrać ze skórki, usunąć pestki lub szypułki.
  • Odważyć 1 kg przygotowanych owoców i rozdrobnić na kawałki.
  • Rozdrobnione na kawałki owoce zmieszać z 500 g cukru żelującego i pozostawić w przykrytym naczyniu na 3 - 4 godziny.
  • Następnie doprowadzić do wrzenia ciągle mieszając i gotować przez 3 minuty.
  • Gorącymi konfiturami napełnić słoiki i natychmiast je zamknąć.
Wspólne robienie przetworów można urozmaicić w jeszcze jeden sposób - wykorzystując zdolności plastyczne dzieci. Pokrywkę każdego słoika z gotowym dżemem możemy ozdobić kawałkiem kolorowego papieru/bibuły/papierowej serwetki i przewiązać sznurkiem/ gumką/ wstążką a do tego przyczepić bilecik z nazwą dżemu i datą jego zrobienia.


Bileciki można zrobić odręcznie, albo zamiast nich nakleić prostokąt wycięty z kolorowego papieru samoprzylepnego, na nim dzieci mogą narysować owoc z którego zrobiony jest dżem. Tak przygotowany słoiczek będzie zachęcał dzieci do zjedzenia dżemu, a także będzie ozdobą stołu. Świetnie też sprawdzi się jako drobny upominek dla rodziny i przyjaciół :)

niedziela, 13 lipca 2014

Morza szum - zabawki w ruch

POZIOM: 0-1
 
Świetnym pomysłem na pierwsze rodzinne wakacje z maluszkiem jest wyjazd nad morze. Co prawda pogoda nad polskim morzem jest dość niestabilna i trudno trafić na tropikalne upały, ale kilkudniowy wyjazd zaplanowany wtedy, kiedy prognozy są optymistyczne może być bardzo udany. Przede wszystkim ważny jest wybór odpowiedniego miejsca. Z maluszkiem nie warto pchać się do większych miast, tylko wybierać mniejsze kameralne miejscowości. Z pewnością jest tam mniej atrakcji, ale przeważnie jest spokojniej, na plaży nie trzeba się okopywać skoro świt i jest bliżej do morza, które samo w sobie jest przecież największą atrakcją. Mina maluszka po raz pierwszy raczkującego po piasku czy pluskającego się w morskiej wodzie jest (co najmniej) bezcenny.
 
Samym piaskiem i morzem maluszek nacieszy się tylko chwilę, warto więc zabrać ze sobą lubiane przez niego zabawki. W piasku świetnie sprawdzi się zestaw foremek, na co dzień używany w piaskownicy. Wiaderko i łopatka, czy kolorowe foremki przedłużą nasz pobyt na plaży. Z naszą pomocą maluszek będzie mógł zrobić pierwsze babki z piasku, czy wykopać tak zwany grajdołek ;) Plastikowe zabawki do piasku dobrze sprawdzą się też w roli gryzaka.


Do wody świetne nadają się gumowe zabawki, używane najczęściej do kąpieli. Mogą to być gumowe rybki, foczki takie jak zaprezentowane TUTAJ. Nieco starsze maluszki chętnie pobawią się już bardziej złożonymi zabawkami i z pomocą rodziców przystąpią do wodowania statku pirackiego.

 

Z takim ekwipunkiem każda wyprawa na plażę będzie udana, a maluszek pochłonięty zabawą :)