niedziela, 11 października 2020

MAMCIA GOTO-PIEKO-WANCIA/ Marchewkowe domki

Naprawdę długo zastanawiałam się czy zainaugurować ten kuchenny kącik; temat jest dość mocno oklepany - telewizyjnie, blogersko i książkowo. Niemniej zrobię to, ale po swojemu. Oczywiście, bez pomocy sztabu asystentów - raz, że mnie nie stać, a dwa - stawiam na naturalność. Przepisy może nie autorskie, ale latami udoskonalane i sprawdzają się na rodzinie i znajomych. Za to pomysły, wykonanie i satysfakcja moja i Ryśki (jestem z niej bardzo dumna, że w tym roku na dobre złapała bakcyla kuchennego - zainwestowanie w jej pierwszą drewnianą kuchnię i ustawienie jej w mojej było tego warte 🤭) nasze, nasze i trochę już wasze. 


Zaczynamy! 

POTRZEBNE AKCESORIA KUCHENNE:

- silikonowa foremka do ciasta - my zrobiłyśmy domki (taki falstart przed świętami, w grudniu spróbujemy z ciastem piernikowym - będzie klimat☃️) 

- kilka misek (takich w których najlepiej wam się przygotowuje składniki/ ciasto) 

- łyżka i łyżeczka

- szpatułka (najlepiej z silikonową końcówką) 

- blender 

- mikser

i wsio 

Na zakupach trzeba się zaopatrzyć w/ lub odnaleźć w czeluściach kuchennych szafek i bezkresie lodówkowym... 

NA POLEWĘ:

- ok. 400g cukru pudru

- 100g kremowego białego serka 

- 50g masła 

- kolorowa posypka i pisaki do dekorowania (jeśli chcecie zachęcić dzieci do zabawy w kuchni) 

NA CIASTO MARCHEWKOWE:

- 2 jajka

- 200g cukru trzcinowego

- 150ml oleju roślinnego

- 200g startej marchewki 

- garść orzechów brazylijskich (można włoskich lub laskowych, ale te wymiatają) 

- garstka wiórków kokosowych (można 50g jak wolicie tak precyzyjnie) 

- 200g mąki tortowej

- po małej łyżeczce: cynamonu, sody i soli (cynamonu daję praktycznie 1,5 łyżeczki) 

- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (bez też wychodzi) 

WYKONANIE:

Najpierw polewa - ucieramy serek wraz z masłem, stopniowo dodajemy cukier puder cały czas ucierając i co jakiś czas próbując czy już mamy odpowiedni smak i konsystencję. Wstawiamy do lodówki aby polewa nieco stężała (nie więcej niż 30min). Można posiłkować się mikserem, ale nie trzeba 🤫. Polewę można też zrobić kiedy ciasto już stygnie (tę opcję wybrałyśmy). 

Teraz wyciągamy dużą miskę - tą jedna jedyną w której z reguły ciasto wychodzi - ubijamy jajka (aż podwoją objętość), następnie dodajemy cukier i dalej ubijamy aż masa będzie w miarę gładka i puszysta - bez miksera raczej się nie uda - kiedy jest wciąż odpalony na wysokich obrotach dolewamy ciągłym, cienkim strumieniem olej - ostrożnie połowa poszła za miskę nie raz 😜. 



Do powstałej masy dodajemy marchewkę, orzechy, wiórki kokosowe i delikatnie mieszamy naszą ulubiona łychą do ciasta. Wystarczy dodać jeszcze mąkę (jak już jesteście na poziomie masterchief to przesianą), cynamon, sodę, proszek do pieczenia i sól - mieszkamy i ciasto gotowe. Umiejętnie przekładamy je do naszej silikonowej foremki - pozostawiając trochę miejsca (ciasto wyrośnie) a na koniec potrząsamy delikatnie foremką. Jeśli zostanie wam trochę ciasta, przełóżcie je do małych glinanych foremek do pieczenia/ lub silikonowych formek do mufinek. 

Ciasto pieczemy przez ok. 45 min w piekarniku nagrzanym do ok. 150C (termoobieg czy góra-dół to już w zależności od tego jak dobrze znacie swój piekarnik). Gdybym była Jamie Olivierem napisałabym żeby odpalić piekarnik zaraz po tym jak zabraliście się za polewę - ale zrobiliście to PRAWDA?! Ponieważ a) macie dzieci i wiecie że szybko szybko bo nie ma czasu lub b) jesteście już zaprawieni w kuchennym boju c) oglądaliście/ czytaliście Jamiego Oliviera w kuchni🤩. 

Następnie najnudniejsza dla maluszki, a najbardziej stresująca dla mnie cześć akcji czyli samo pieczenie. Często kiedy już zaglądam przez szybkę do piekarnika orientuję się, że któryś ze składników, które miałam dodać został na blacie - nie dzisiaj, ufff... 👍. 

Po ok. 45min wyciągamy foremkę i upewniamy się, że z wierzchu nie za bardzo się przypaliło, a w środku się upiekło - chwyt z drewnianym patyczkiem/ lub wykałaczką. 

Teraz to dopiero nuda - czekamy aż wystygnie - Ryśka zrobiła sobie przerwę na loda wodnego żeby ochłonąć, a potem jak zobaczyła co nam wyskoczyło z foremki z zapałem zabrała się do pracy. 

Chyba jednak ona miała więcej zabawy niż ja na tym etapie - mama pacnęła domki polewą, a Gabi zabrała się za dekorowanie. Kiedy już ozdobiła wybrany przez siebie domek mama mogła zająć się resztą 🙃. 



Domki trochę "wyrosły" ponad foremkę, także żeby stabilnie je postawić trzeba je trochę podciąć. Tych ścinków jednak nie wyrzucamy, tylko smarujemy polewą (gdybym była influencerką kulinarną napisałabym, że w ten sposób propagujemy trend zero waste w kuchni - szczerze, do porannej niedzielnej kawy muszę zjeść coś słodkiego zanim goście przyjadą - te marchewkowe pół pączki świetnie się do tego nadają😉). 

Udało się skończyłyśmy! I tylko jeden domek zjadłyśmy od razu, reszta trafiła do lodówki (ze względu na polewę). 

Popołudniu będziemy się cieszyć pysznym ciastem marchewkowym w rodzinnym gronie. 

A wczoraj co się na-gimnastykowałam ogarniając kuchnię to moje 🤸. Jestem pewna, że kawałki posypki, a szczególnie kuleczki, będę znajdować jeszcze kilka dni po tym, jak domki znikną 🤫. Magia domowego pieczenia z dziećmi 🧚‍♀️.


środa, 7 października 2020

PATENTY RODZICÓW / RYTUAŁY SENNE!

Zacznijmy od tego, że przy pierwszym dziecku nie dopuszczałam do siebie myśli, że fakt, że śpi mało w dzień oraz zaczęło przesypiać noce dopiero po 1wszym roku życia jest naturalną częścią jego rozwoju. Przy drugim zaczęłam się zastanawiać 🤔albo ja mam takiego pecha, że drugie jeszcze "gorzej" śpi (w dzień drzemka max. 30min w porywach do godziny ciągiem / w nocy pobudka co 2-3 godziny a rano 5:30 max. 6:00 "Dzień Dobry mamo i tato" i tak do 9 m-sca a potem powoli - za powoli - ciut lepiej) albo dzieci po prostu uczą się spać w ciągu pierwszych dwóch lat życia i jak w wielu innych aspektach rozwoju robią to po swojemu, a nie po rodzicowemu (patrz post: http://babyground.blogspot.com/2020/10/patenty-rodzicow-sniadaniowo-kolacyjna.html). 

Wszelkie wątpliwśi rozwiało (poza rozmowami z innymi rodzicami) obejrzenie serii dokumentalnej o Niemowlętach na znanej platformie na N - odcinek pt. Sen to było takie odkrycie, że sama nie mogłam kilka nocy spać🤭. 

Teraz już wiem, że sen to kwestia indywidualna i moje dzieci nie robiły ani mnie ani sobie na złość, one po prostu się uczą / uczyły jak spać, a ja im w tym bardziej lub mniej pomagałam lub momentami przeszkadzałam. 


Przykład z przedwczoraj: 

Mąż: "Gabrysiu idziesz spać z tatusiem?"

Gabi: "Na pewno nie" 

Znacie to pewnie od kąpieli jest tata, od usypiania mama. 

Wczoraj... 

Ja: "Gabrysiu czy jesteś zmęczona?" 

Gabi: "Troszeczkę"

Ja: po spojrzeniu na zegarek: "Twoje powieki stają się coraz cięższe... (po chwili refleksji, zaśmiawszy się z samej siebie) mamusia jest już naprawdę zmęczona, wiesz" 😜. 

Usypiana przez babcię w weekend testowała na ile babcia zapamiętała nasze wskazówki na temat usypiania: "Babciu ja kaszle, słyszysz kaszle" 😂 ehehehem...

Żelazna zasada: Podczas usypiana nie nawiązuj kontaktu wzrokowego/ werbalnego i nie reaguj na zaczepki 😉.

A inne stalowe PATENTY obejmują:

- Stałe godziny wieczornych rytuałów - a) wspólna kolacja, b) spokojna zabawa, c) kąpiel, d) czytanie, e) usypianie z butlą przy zgaszonym świetle raz z mamą, raz z tatą (odkładanie do łóżeczka o ile już jesteście na tak dobrym etapie); 

- Mniej więcej stałe godziny kładzenia dziecka na drzemkę w ciągu dnia (zbliżone do tych żłobkowych lub przedszkolnych);

- Wyczuwanie momentu kiedy dziecko jest trochę zmęczone, ale nie tak bardzo, żeby rozpętać piekło ze zmęczenia, przez co jesteście zmuszeni pominąć kroki a-d i jedną ręką robić butlę, a drugą przebierać maluszka;

- Usypianie przy przygaszonym świetle tak, ale wynalazki typu szum-misie albo usypianie w bujaczku/ foteliku samochodowym raczej nie - dziecko jak będzie chciało to zaśnie zawsze i wszędzie;

- Nocna konsekwensja, wiadomo żelazna: odkładanie dziecka do łóżeczka za każdym razem jak się obudzi w nocy, odstawienie nocnej butli przed 2gim rokiem życia itd. (Przyznam się od razu - my polegliśmy - dalej butla wjeżdża między 1:00 a 2:00 w nocy i do rana najczęściej maluszka śpi z nami 😅;

- Nie nakręcanie się, że to wasza lub dziecka wina, że długo usypia/ często się budzi/ chce jeść w nocy albo co gorsza bawić się z wami/ lub wstaje z kurami zwłaszcza w weekendy - to tylko dłuższy lub krótszy etap, ale trzeba przez to przejść 💪. 

A na koniec trochę z przymrużeniem oka lista tak zwanych do's & don'ts:

- Nigdy nie planuj czego to nie zrobisz podczas drzemki dziecka w dzień, skończy się tak, że obudzi się po 15-30min, a ty nie zrobisz nic zajęty(-a) planowaniem;

- Podobnie, nie nastawiaj się, że usypianie zajmie Ci dzisiaj tylko 15min - wiedz, że nigdy nie wiesz - lepiej założyć że się przeciągnie jak zawsze i pozytywnie się rozczarować;

- Staraj się nastawiać pozytywnie przed rytuałem usypiania, no pressure 😉;

- Przeważnie sprawdza się wymęczenie towarzystwa na świeżym powietrzu: wybiegany spacer, rowerek, hulajnoga czy wyprawa chociażby na osiedlowy plac zabaw sprawia, że śpią jak susełki (my rodzice w sumie też);

- Nie popełnij tego błędu i nie odkładaj maluszka do łóżeczka/ wózka (jeśli uśnie gdzie indziej) ZBYT wcześnie, ten błąd kosztuje Cię w najlepszym razie - chwilę histerii, w najgorszym - zaczynanie akcji od początku albo obudzenie się dziecka już na dobre (literatura poradnikowa dla rodziców często udziela wskazówek typu: odłóż dziecko po 15min/ lub kiedy jego rączka bezwiednie opada... serio? trochę wprawy i bezbłędnie będziecie wyczuwać moment odpłynięcia maluszka w krainę snu 😴. 

A jak tam dzisiaj u was? U nas udało się za drugim podejściem. Po wypiciu butli na dobranoc było: "Poczytasz mi?". Poczytali, a przy drugim podejściu sami mało nie usnęliśmy 😂. Moje powieki stają się coraz cięższe 😉. 

czwartek, 1 października 2020

PATENTY RODZICÓW/ Śniadaniowo-kolacyjna kreatywność talerzowa

Moi drodzy, nie przez przypadek ten nowy cykl nazywa się PATENTY RODZICÓW. Jak wiemy, model partnerski sprawdza się na co dzień, prawda panowie?! A przynajmniej momentami sprawdza się w kuchni😉. 

Nie jestem dietetykiem, ani ekspertem kulinarnym, mam za to ponad 7-letnie doświadczenie w karmieniu dziecka, w dodatku okrzykniętego "niejadkiem" w wieku do lat 3 oraz dzieckiem "wybrednym kulinarnie" od lat 3 do dzisiaj😉. No właśnie, a co to znaczy, że dziecko jest niejadkiem? Nie je nic, czy nie je tego co chcielibyśmy żeby zjadło, wtedy kiedy uważamy, że powinno zjeść i w ilości zalecanej przez pediatrę /dziadków/ inne mamy? 

Takie "metkowanie" dziecka od pierwszych dni jego życia jest krzywdzące nie tylko dla niego, ale również dla debiutujących mam, prawda?! 

A w drugą stronę, ile razy to słyszałam określenia dzieci, które lubią jeść typu "młockaria", "żarłoczek" itd. A dzieci wybredne mają "te ich fanaberie jedzeniowe"🥴. 

Karmienie piersią, a później pierwszymi papeczkami i pokarmem stałym to trudny i złożony temat. Pochylę się nad jego jednym małym błachym aspektem: śniadaniowo-kolacyjną kreatywnością rodziców na talerzach dzieci. 

Kto z was zrobił kiedyś myszkę z jajka i rzodkiewki lub muchomorka z jajka, pomidora i majonezu ze specjalną dedykacją dla maluchów?! Łapka w górę 👍 I co warto było? Zjadły?! 😅. 


U nas przedstawia się to następująco:

Reakcja szkolniaka: "Po co mi dajesz takiego jeżyka z ogórka? To dla bobasów!" 

Reakcja maluszki: "Jeżyk jeżyk mamo jeżyk piiii piii wiewiórka zje Gabrysia" (salwa śmiechu)!

Kiedyś zrobiłam Złomka z chleba razowego i ogórka - to był szczyt mojej kreatywności śniadaniowej dla małego fana Aut 🤭. 

Zastanówmy się co chcemy osiągnąć, czy jedzenie ma być zabawą? Czy ma ładnie WYGLĄDAĆ? Powinno wyglądać przede wszystkim apetycznie, a nie tak "bajecznie", że dzieciom szkoda będzie je zjeść albo co gorsza przeżyją duży zawód na stołówce żłobkowej czy przedszkolnej. Ciocie czy też dziadkowie (zwłaszcza na wieczorno-nocnej zmianie) też mogą mieć nie lada problem kiedy młodsza na widok talerza zaczyna zanosić się płaczem i KRZYCZEĆ: Jeżyka daj mi !!! 

Chyba, że starszak jest na posterunku - w nim nadzieja dla babci😉. 

Trzeba też uważać z pomysłem... mężulka podczas lockdown-u na wiosnę poniosło i zaserwował dzieciom ośmiornice z parówek. Starszak był zachwycony, pół dnia próbował wpaść na to jak makaron został wetknięty w parówkę 🤓, natomiast młodsza... miała w oczach strach 🙉🙊🙈. 

Moje patenty to:

- przede wszystkim dbać o zdrową zbilansowaną dietę dziecka - stawiać na różnorodność, a nie udziwnienia (to bardzo trudne w realizacji, ale staram się i czasem mi wychodzi😉);

- jak najwcześniej wprowadzić tzw. szwedzki stół na śniadanie i kolację - dzieci same mogą skomponować swój "talerzyk" oraz uczą się samodzielności przy stole (tak jest ryzyko, że wszystko będzie usmarowane masłem, a warzywka wylądują na podłodze);

- co jakiś czas zaserwować dzieciom nowość i zachęcać je do jej spróbowania, zanim wyrobią sobie opinię kulinarną na jej temat (nie-ciem, nie-fajne brzmi znajomo?😂);

- nie przejmować się uwagami, że dziecko je za mało/ lub za dużo od osób postronnych - jak to powiedział kiedyś mojej mamie bardzo dobry pediatra: "dziecko je tyle ile potrzebuje"👍;

- nie nakręcać się, że zła karma wraca widząc co twoje dzieci wyrabiają przy stole. Ja mam na koncie rzucanie wątróbką pod stół w przedszkolu, rzucenie talerzem gorącej zupy w talerz dziadka (bo ja już nie chcę) i ukrywanie niezjedzonej szynki w wazonie u babci 😇. Mam nadzieję, że na to nie wpadną🤫. 

Na koniec moja autorska wersja mema krążącego po blogach/grupach dla rodziców:

Dla dzieci:

Dla męża:

Dla żony:

A na deserek, wczorajsze zaopatrzenie na żłobkową imprezę urodzinową młodszej... bezglutenowe chrupki kukurydziane, gryczane oraz jaglane 🤭. Panie wykazały się mistrzowskim poziomem kreatywności i zrobiły jej torcik z wafla ryżowego 👍. Co za czasy 🙊🙈🙉.



piątek, 25 września 2020

RODZINKA W BEACH BARZE/ Idziemy Zazoo Zoo Zoo...

LOKALIZACJA: Wrocław, Wybrzeże Wyspiańskiego 39E

GASTRONOMIA: Jest coś na ząbek (lody, przekąski itd. ) i coś na większy głód (burgery), a oprócz tego jest co wypić 🥂 (dla dzieci pyszna domowa lemoniada😉) 

PODZIAŁ NA STREFY: Bardzo dobrze pomyślany - jest tzw. taras dolny (nad samą rzeką) z drink barem pośrodku i ze sceną po prawej; oraz taras górny (z widokiem na ten poniżej) z burgerowniaą i mini-lodziarnią. Parking rowerowy jest oddzielony od tych stref, ale osprzęt można mieć wciąż na oku🚲. Strefa dla dzieci, jak widać poniżej - też jest odpowiednio "odgrodzona" 🤭. 

BEZPIECZEŃSTWO: Na 6-stkę😀 (barierki, naklejki na schodach, drewniane podesty w odpowiednim miejscu i stanie). 

OKOLICA: Nad samą Odrą, z widokiem na Most Zwierzyniecki i ZOO🐯🐵🐼. 

ATRAKCJE DODATKOWE: Regularnie organizowane koncerty/ imprezy tematyczne (dla dzieci również), a kilka kroków od Zazoo Beach Bar - wrocławskie legendarne zoo oraz możliwość "popłynięcia statkiem w piękny rejs"🚢. 




OPIS:

Jeśli mnie pamięć nie myli (a po 30-ste już zaczyna szwankować 😉) Zazoo to jeden z pierwszych beach barów we Wrocławiu. Moim skromnym zdaniem z pewnością w najlepszej lokalizacji i ze świetnym "klimacikiem". Poza tym smacznie, niedrogo i z pomysłem na strefę dla dzieci. A dla rodziców absolutnie magiczna miejscówka pod wieczór i nocą - lampki robią robotę 👍. 






niedziela, 20 września 2020

RODZINKA NA ROWERY/ Na Rędzinę hej!

             

- Wariant a) Most/Las Rędziński

- Wariant b) Rędzina i dalej nad Odrę 

CZAS: (wliczjąc pit-stop-y oraz siku-stop-y, płaczo-stopery i piknik-time)

- Wariant a) 1 - 1,5h

- Wariant b) 1,5 - 2h

(Zrzut-ki obu tras z #endomondo są już dostępne na profilu #Babyground🚲) 

ILOŚĆ OSÓB: 2+2

KONSTELACJA ROWEROWA: Rodzice na rowerach, młodzi w przyczepce🛺😉.




OPIS TRASY: 

Startujemy z Muchoboru Małego, jedziemy wzdłuż Gądowianki cały czas prosto na Most Milenijny, po drodze przecinamy Park Zachodni (miejsce tak wyjątkowe, że wkrótce zainauguruje cykl NAJLEPSZE PLACE ZABAW we WROCLAWiu i OKOLICach) jadąc przez most Milenijny mijamy po lewej Beach Bar Hot Spot ( spodziewajcie się osobnego posta z cyklu RODZINKA W BEACH BARze). Z Milenijnego zjeżdżamy w lewo, przecinamy ul. Osobowicką, skręcamy w prawo i dalej jedziemy wałami podziwiając nadbrzeże  Odry. Na polance ok. 300m od wjazdu do lasku Rędzińskiego - robimy przystanek na piknik. A po małej przekąsce zapuszczamy się na mały off-road po lesie i wracamy tą samą trasą 🚲👍. 

             

Wariant b) Na piknik-time trzeba poczekać chwilę dłużej - przejeżdżamy przez las Rędziński  i odbijamy w lewo jadąc polnymi drogami wzdłuż brzegu Odry. Na małej niepozornej dzikiej plaży, zatrzymujemy się na piknik podziwiając stadninę koni po drugiej stronie Odry 🐎. 

MOCNE PUNKTY TRASY:

+ widoczki 3w1 port-rzeka-las;

+ miejsce na piknik;

+ przejażdżka po lesie. 

SŁABE PUNKTY TRASY:

- spaliny wzdłuż  Gądowianki i na Moście Milenijnym;

- "wąskie gardło" przy wjeździe na Most Milenijny - trzeba uważać z przyczepką żeby nie trzepnąć kogoś z chorągiewki w oko 🙈 Kiedy przecinacie Park Zachodni, można jednak ominąć ten "punk zderzeń" zjeżdżając przy piłce na Euro 2012 i robiąc sobie przystanek na jednym z placów zabaw w Parku Zachodnim #placzabaw🎠;

- Wariant b) przy samym dojeździe do rzeki mamy prawdziwy off road (kolejny, wyboje, zarośla i trawy🥴) - ale miejsce docelowe jest warte takiego poświęcenia.





Jeśli jeszcze tam nie byliście zachęcam (póki pogoda nam sprzyja), a jeśli byliście to podzielcie się wrażeniami z trasy 🤗. 


czwartek, 17 września 2020

Akcja RE-aktywacja!

Moi Drodzy - niniejszym reaktywuje mój blog BABYGROUND!!! 🍾

Za pierwszym podejściem, nie tyle co zapasy pomysłów, zapału i energii szybko mi się wyczerpały ile po prostu zabrakło czasu (nie przewidziałam że okres urlopu macierzyńskiego z 1wszym dzieckiem i powrót do pracy po 1wszym dziecku to nie najlepszy punkt czaso-przestrzenny na rozpoczynanie kariery blogerskiej😉). Poza tym x-lat temu nie było takich narzędzi jak teraz - facebooczeek tak nie hulał, nie miałam świetnego aparatu w telefonie (tylko amatorsko obrabiałam zdjęcia zrobione z lustrzanki byłego męża🙊), ilość komentarzy i klikalność też jakoś nie porażała, więc po dokładnie 7 latach i 5 miesiacach (pierwszy post 24.04.2013) i 86 postach po prostu zawiesiłam moją blogerską działalność. Teraz postanawiam wrócić natchnięta przede wszystkim przez moje własne i zaprzyjaźnione dzieci oraz przez energię i atrakcyjność mojego cudownego i od lat ukochanego Wrocławia, który od 4 lat odkrywam na nowo rowerowo - dzięki mojemu mężowi; a od 2 lat również - dzięki drugiemu urlopowi macierzyńskiemu i dzięki moim dzieciaczkom - na nowo dzieciaczkowo. Jest też inspiracja od często przeze mnie czytanych i podziwianych blogów MakelifeEasier, Blog Ojciec, TASTEAWAY czy AHOJ Przygodo👍. 

Szkoda nie wykorzystać takiego potencjału i się z wami tym nie PODZIELIĆ🤗. Zainteresowanych zapraszam do śledzenia profilu Babyground i mojego BLOGA. Niezainteresowanych USPOKAJAM - nie będę was spamować linkami do bloga na moim prywatnym profilu😜 (ten błąd już zrobiłam lata temu🤭). 

Trzymajcie za mnie kciuki, może tym razem czasu, zapału, pomysłów i energii starczy mi na dłużej, chociaż mój cudowny mąż❤️ już zasiał to ziarno... kiedy wspomniałam, że planuje wskrzesić mojego bloga jako plan na długie jesienno-zimowe wieczory (oprócz oczywiście spędzania czasu z Nim (oraz/lub NETFLIXEM) zrobił tą swoją ultra-sceptyczną minę i puścił komentarz sugerujący, że ogarnięcie Jego, dzieci, domu, pracy i rowerowania to już wystraczająco dużo jak na jedną osobę i jak zwykle biorę na siebie za dużo, a odbije się to na NIM😥No cóż... moja damska duma nie pozwoliła mi się z nim zgodzić, tylko rzuciła fochem, ale jak to zwykle bywa po kilku dniach doceniam jego troskę o NAS👨‍👩‍👧‍👦. Niemniej zaryzykuje! 

Drugie ziarenko to jednak odsłonięcie części swojej prywatności (z rodzinką włącznie) co jest dość ryzykowne, ale postaram się zachować umiar i nie szastać wizerunkiem mojego męża i dzieci😉. Będziecie ich raczej widzieć jako bohaterów drugiego-czwartego planu. 

Trzecie ziarenko to wystawianie się na ocenę innych - tu od razu zaznaczam że będę na tym blogu dzielić się moimi subiektywnymi opiniami i przemyśleniami - jeśli ktoś ma inne - chętnie poczytam komentarze, rady, opinie - tzw. feedback mile widziany (taaa... pracuje w korpo i to jeszcze w zespole Chief of Staff, tak się składa że jestem Adminem systemu, który służy jako narzędzie do dawania feedback-u, a także pochylam się nad jakością, częstotliwością i obiektywnością 'feedback given & received' także trochę w tym siedzę😜. 

Wreszcie ostatnie małe ziarenko to ten aspekt robienia wszystkiego na pokaz a raczej na bloga - to częsty zarzut do bloggerów. Tak jak oni w większości będę robić to przy okazji spędzania czasu z moimi dziećmi, mężem, rodziną i przyjaciółmi, ale no dobrze... nie oszukujmy się - trochę mojej uwagi i naszego wspólnego czasu TO skradnie - i w jakimś małym stopniu jest to samolubne bo robię to dla siebie, w swoim wolnym czasie i wiadomo element docenienia przez innych oraz bycia czytanym i komentowanym, zarażenia kogoś świetnym pomysłem, pokazania nowego miejsca łechce ego każdego "próżnego" blogera😅. 

Ale właśnie na tym DLA SIEBIE się zatrzymajmy. Tyle było PRZECIW ale jest jedno wielkie ZA🙃. 

Babyground to dla mnie będzie forma terapii, wtajemniczeni wiedzą, że na początku lata przyatakował mnie taki potworek z którym nie chciałabym się ponownie spotkać w sezonie zimowym (ani już w żadnym INNYM)😔. Może to jest na niego metoda. 

To co... STARTUJEMY! I to od razu z cyklem RODZINKA NA ROWERY 🚲🚲🚲🚲 który już w najbliższą niedzielę na blogu 🤭

BTW Zachęcam także do przeklikania archiwum na blogu - ja się wzruszyłam czytając i oglądając "retro" posty z lat 2013-2015😂😂😂. 




piątek, 11 września 2015

To już jest koniec

POZIOM: WSZYSTKIE


Przygodę z blogiem czas zakończyć. Zbierałam się z tą myślą już jakiś czas, ostatecznie pokonało mnie ...lato. Przez ostatnie dwa miesiące nie pojawił się tu żaden nowy wpis - i to nie ze względu na brak pomysłów na kolejne posty, ale ze względu na totalny brak czasu. Lato było w tym roku wyjątkowo intensywne - pełne wyjazdów, wyjść, spotkań, czasu spędzonego na placu zabaw i ogólnie na świeżym powietrzu. Na bloga nie starczyło już zapału i sił. Poza tym zmieniła mi się też koncepcja tego, co chciałabym tu pokazywać i o czym pisać... mam już w domu dwulatka - i przez te dwa lata moje myślenie o byciu mamą bardzo się zmieniło. Codziennie na nowo uczę się żonglować moim czasem między pracą a domem, próbując w tym wszystkim znaleźć jeszcze ten magiczny "czas dla siebie". I wiem już, że nie liczy się ilość tylko jakość czasu spędzanego z Grzesiem, który (nie wiadomo kiedy) skończył dwa latka i ma większe oczekiwania co do organizowania mu życia ;) Zawsze uważałam, że lepiej robić coś najlepiej jak się da albo wcale. A od pewnego czasu do bloga przykładam się bardzo słabo. Mam więc nadzieję do zobaczenia w przyszłości przy kolejnym moim projekcie - bo nie ukrywam, że już jakaś myśl mi w głowie kiełkuje... . 

A w ramach małego podsumowania: 

  • Pierwszy post na blogu pojawił się 24 kwietnia 2013 roku, blog ma więc 2 lata, 4 miesiące i 17 dni. Łącznie pojawiło się tu 86 postów - ten jest 87 :) 
  • I ku mojemu zaskoczeniu najbardziej popularnym był ten o zakładaniu zielnika - 745 wyświetleń! W pierwszej trójce znalazł się także wpis "Mistrzostwa świata w organizacji" - 318 wyświetleń (do dzisiaj uśmiecham się, jak go czytam), oraz pierwszy historyczny wpis "Na dobry początek..." - 242 wyświetlenia. 
  • Do tej pory blog miał 8969 wyświetleń (możliwe, a wręcz bardzo prawdopodobne, że ta liczba wzrośnie nawet po jego "uśmierceniu"). 
Mam nadzieję, że zaglądając tutaj bawiliście się równie dobrze, jak ja przy tworzeniu tego bloga. Jeśli was w jakiś sposób zainspirowałam, sprawiłam, że odkryliście coś nowego a zarazem spojrzeliście na przestrzeń domowo-rodzicielską w inny sposób - to warto było tworzyć ten blog.