środa, 14 października 2020

KĄCIK EKSPERTA: RODZIC W SZKOLE

Inspiracją do napisania tego postu był filmik podbijający Internet we wrześniu:

https://youtu.be/dlJeAuogCPU.

Typy matek w szkole - kto rozpoznał siebie, łapka w górę! ✋

Ale pójdźmy krok dalej i weźmy pod lupę relacje rodzic-nauczyciel... 🧐

Wielu doświadczonych nauczycieli żartuje, że z uczniami zawsze chociaż w pewnym stopniu można się porozumieć, z ich rodzicami niekoniecznie. I coś w tym jest😅. 

Niektórzy z was wiedzą, że otarłam się o karierę pedagogiczną, jako nauczycielka angielskiego. Moja pani promotor żałowała, że "taki talent pedagogiczny się marnuje", ale cóż... postanowiłam zakończyć przygodę pt. anglistka na etapie "po praktykach i 3 latach udzielania korepetycji". Zawsze mogę do tego wrócić, fach w ręku mam - kurs pedagogiczny zrobiony, tytuł mgr też... 

Co mnie zraziło? Już nawet nie ogrom czasu jaki poświęcałam na przegotowywanie tzw. teaching aids oraz konspektów lekcji i tachanie tego wszystkiego na/z lekcji, ani to że uczniowie od gimnazjum w górę brali mnie za nową koleżankę w klasie a nie praktykantkę 😉. Rodzice moich uczniów podczas praktyk mieli pretensje, że nie "przerabiam podręcznika", ja sobie założyłam że to z nimi robi ich nauczyciel, a ja jako praktykantka mogę wybrać ciekawy temat i potraktować język angielski jako narzędzie - mieliśmy np. lekcję geografii po angielsku, zakupy po angielsku, quizy itd. Była mama, która miała pretensje, że jej córka dostała od praktykantki jedynkę za brak podręcznika (nie miała go przez kilka lekcji z rzędu, a jak zapytałam dlaczego to powiedziała że nie zmieścił jej się do torebki) - mama wersję podtrzymała 😉. To mnie zniechęciło do wejścia w dalszą dyskusję 🙈.

Jeśli chodzi o korepetycje to tu spotkałam trzy typy rodziców:

a) Rodzic wspierajacy - dwie siostry liceum i szkoła podstawowa - kulturalne, dobrze wychowane, mądre, zdolne i zmotywowane - rodzice wspierający i nauczyciela i dzieci; rodzice byli bardzo zorientowani w szkolnej rzeczywistości i specyfice przedmiotu, słuchali dzieci i mnie. 

b) Rodzic (nad) zaangażowany - chłopcy odpowiednio (wtedy jeszcze) z gimnazjum i szkoły podstawowej - mama ingerująca w zadania domowe, pani-dobra-rada, w pokojach chłopców syf, ale ona zawsze musiała wtrącić swoje, wiedziała lepiej, krytykowała szkolnego anglistę i podstawę programową przy dzieciach: "robią za mało, z Panią niewiele więcej", nie widziała braku predyspozycji językowych swoich dzieci i ich kompletnego braku zaangażowania - przebijała je swoim 🤭. 

c) Rodzic nie(zaangażowany) chłopiec ze szkoły podstawowej, tata sportowiec, mama business woman, przez 2 lata widziałam ich może 2-3 razy, chłopiec zdolny, mądry, ale zaniedbany przez rodziców, chciał się wygadać, był zdziwiony, że ktoś poświęca mu tyle czasu i przygotowuje lekcje pod niego tzn. zgodnie z jego zainteresowaniami piłkarskimi, w pokoju bałagan, czasem zapominał, że miałam przyjść 😉. 

Poznałam tą społeczność też z drugiej strony jako rodzic dziecka żłobkowego, a następnie przedszkolaka i teraz wczesno-szkolniaka i powiem jedno - obserwując różne sytuacje na zebraniach czy przy odbieraniu lub przyprowadzaniu dzieci - momentami  nauczycielom i dzieciom współczuję 😔. 

A okiem eksperta, nauczycielki z ponad 30-letnim stażem pracy wygląda to tak:

Ja: Najgorszy typ rodzica do współpracy? 

Ekspert: Rodzic roszczeniowy o wszystko ma pretensje, a od siebie nie daje nic. 

J: Czego rodzice nie powinni nigdy robić przy dziecku w szkole? 

E: Rozmawiać przy dziecku z nauczycielem i podważać jego autorytet.

J: Co psuje relacje rodzic-nauczyciel? 

E: Gdy rodzic nie przyjmuje żadnych niekorzystnych informacji na temat dziecka, w każdej sytuacji ma swoją wizję, opiera się tylko na informacji od swojego dziecka. Często pomija nauczyciela i wychowawcę, a biega na skargę do dyrektora.

J: Rady dla rodziców? 

E: Wysłuchaj dziecka i rozmawiaj z nauczycielem, wykaż chęć współpracy z nauczycielem.

J: Czy covid to dodatkowe wyzwanie dla relacji rodzic-nauczyciel? 

Rodzic musi zadbać o to żeby dziecko podporządkowało się procedurom i było świadome, że dba o zdrowie innych i swoje.

niedziela, 11 października 2020

MAMCIA GOTO-PIEKO-WANCIA/ Marchewkowe domki

Naprawdę długo zastanawiałam się czy zainaugurować ten kuchenny kącik; temat jest dość mocno oklepany - telewizyjnie, blogersko i książkowo. Niemniej zrobię to, ale po swojemu. Oczywiście, bez pomocy sztabu asystentów - raz, że mnie nie stać, a dwa - stawiam na naturalność. Przepisy może nie autorskie, ale latami udoskonalane i sprawdzają się na rodzinie i znajomych. Za to pomysły, wykonanie i satysfakcja moja i Ryśki (jestem z niej bardzo dumna, że w tym roku na dobre złapała bakcyla kuchennego - zainwestowanie w jej pierwszą drewnianą kuchnię i ustawienie jej w mojej było tego warte 🤭) nasze, nasze i trochę już wasze. 


Zaczynamy! 

POTRZEBNE AKCESORIA KUCHENNE:

- silikonowa foremka do ciasta - my zrobiłyśmy domki (taki falstart przed świętami, w grudniu spróbujemy z ciastem piernikowym - będzie klimat☃️) 

- kilka misek (takich w których najlepiej wam się przygotowuje składniki/ ciasto) 

- łyżka i łyżeczka

- szpatułka (najlepiej z silikonową końcówką) 

- blender 

- mikser

i wsio 

Na zakupach trzeba się zaopatrzyć w/ lub odnaleźć w czeluściach kuchennych szafek i bezkresie lodówkowym... 

NA POLEWĘ:

- ok. 400g cukru pudru

- 100g kremowego białego serka 

- 50g masła 

- kolorowa posypka i pisaki do dekorowania (jeśli chcecie zachęcić dzieci do zabawy w kuchni) 

NA CIASTO MARCHEWKOWE:

- 2 jajka

- 200g cukru trzcinowego

- 150ml oleju roślinnego

- 200g startej marchewki 

- garść orzechów brazylijskich (można włoskich lub laskowych, ale te wymiatają) 

- garstka wiórków kokosowych (można 50g jak wolicie tak precyzyjnie) 

- 200g mąki tortowej

- po małej łyżeczce: cynamonu, sody i soli (cynamonu daję praktycznie 1,5 łyżeczki) 

- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (bez też wychodzi) 

WYKONANIE:

Najpierw polewa - ucieramy serek wraz z masłem, stopniowo dodajemy cukier puder cały czas ucierając i co jakiś czas próbując czy już mamy odpowiedni smak i konsystencję. Wstawiamy do lodówki aby polewa nieco stężała (nie więcej niż 30min). Można posiłkować się mikserem, ale nie trzeba 🤫. Polewę można też zrobić kiedy ciasto już stygnie (tę opcję wybrałyśmy). 

Teraz wyciągamy dużą miskę - tą jedna jedyną w której z reguły ciasto wychodzi - ubijamy jajka (aż podwoją objętość), następnie dodajemy cukier i dalej ubijamy aż masa będzie w miarę gładka i puszysta - bez miksera raczej się nie uda - kiedy jest wciąż odpalony na wysokich obrotach dolewamy ciągłym, cienkim strumieniem olej - ostrożnie połowa poszła za miskę nie raz 😜. 



Do powstałej masy dodajemy marchewkę, orzechy, wiórki kokosowe i delikatnie mieszamy naszą ulubiona łychą do ciasta. Wystarczy dodać jeszcze mąkę (jak już jesteście na poziomie masterchief to przesianą), cynamon, sodę, proszek do pieczenia i sól - mieszkamy i ciasto gotowe. Umiejętnie przekładamy je do naszej silikonowej foremki - pozostawiając trochę miejsca (ciasto wyrośnie) a na koniec potrząsamy delikatnie foremką. Jeśli zostanie wam trochę ciasta, przełóżcie je do małych glinanych foremek do pieczenia/ lub silikonowych formek do mufinek. 

Ciasto pieczemy przez ok. 45 min w piekarniku nagrzanym do ok. 150C (termoobieg czy góra-dół to już w zależności od tego jak dobrze znacie swój piekarnik). Gdybym była Jamie Olivierem napisałabym żeby odpalić piekarnik zaraz po tym jak zabraliście się za polewę - ale zrobiliście to PRAWDA?! Ponieważ a) macie dzieci i wiecie że szybko szybko bo nie ma czasu lub b) jesteście już zaprawieni w kuchennym boju c) oglądaliście/ czytaliście Jamiego Oliviera w kuchni🤩. 

Następnie najnudniejsza dla maluszki, a najbardziej stresująca dla mnie cześć akcji czyli samo pieczenie. Często kiedy już zaglądam przez szybkę do piekarnika orientuję się, że któryś ze składników, które miałam dodać został na blacie - nie dzisiaj, ufff... 👍. 

Po ok. 45min wyciągamy foremkę i upewniamy się, że z wierzchu nie za bardzo się przypaliło, a w środku się upiekło - chwyt z drewnianym patyczkiem/ lub wykałaczką. 

Teraz to dopiero nuda - czekamy aż wystygnie - Ryśka zrobiła sobie przerwę na loda wodnego żeby ochłonąć, a potem jak zobaczyła co nam wyskoczyło z foremki z zapałem zabrała się do pracy. 

Chyba jednak ona miała więcej zabawy niż ja na tym etapie - mama pacnęła domki polewą, a Gabi zabrała się za dekorowanie. Kiedy już ozdobiła wybrany przez siebie domek mama mogła zająć się resztą 🙃. 



Domki trochę "wyrosły" ponad foremkę, także żeby stabilnie je postawić trzeba je trochę podciąć. Tych ścinków jednak nie wyrzucamy, tylko smarujemy polewą (gdybym była influencerką kulinarną napisałabym, że w ten sposób propagujemy trend zero waste w kuchni - szczerze, do porannej niedzielnej kawy muszę zjeść coś słodkiego zanim goście przyjadą - te marchewkowe pół pączki świetnie się do tego nadają😉). 

Udało się skończyłyśmy! I tylko jeden domek zjadłyśmy od razu, reszta trafiła do lodówki (ze względu na polewę). 

Popołudniu będziemy się cieszyć pysznym ciastem marchewkowym w rodzinnym gronie. 

A wczoraj co się na-gimnastykowałam ogarniając kuchnię to moje 🤸. Jestem pewna, że kawałki posypki, a szczególnie kuleczki, będę znajdować jeszcze kilka dni po tym, jak domki znikną 🤫. Magia domowego pieczenia z dziećmi 🧚‍♀️.


środa, 7 października 2020

PATENTY RODZICÓW / RYTUAŁY SENNE!

Zacznijmy od tego, że przy pierwszym dziecku nie dopuszczałam do siebie myśli, że fakt, że śpi mało w dzień oraz zaczęło przesypiać noce dopiero po 1wszym roku życia jest naturalną częścią jego rozwoju. Przy drugim zaczęłam się zastanawiać 🤔albo ja mam takiego pecha, że drugie jeszcze "gorzej" śpi (w dzień drzemka max. 30min w porywach do godziny ciągiem / w nocy pobudka co 2-3 godziny a rano 5:30 max. 6:00 "Dzień Dobry mamo i tato" i tak do 9 m-sca a potem powoli - za powoli - ciut lepiej) albo dzieci po prostu uczą się spać w ciągu pierwszych dwóch lat życia i jak w wielu innych aspektach rozwoju robią to po swojemu, a nie po rodzicowemu (patrz post: http://babyground.blogspot.com/2020/10/patenty-rodzicow-sniadaniowo-kolacyjna.html). 

Wszelkie wątpliwśi rozwiało (poza rozmowami z innymi rodzicami) obejrzenie serii dokumentalnej o Niemowlętach na znanej platformie na N - odcinek pt. Sen to było takie odkrycie, że sama nie mogłam kilka nocy spać🤭. 

Teraz już wiem, że sen to kwestia indywidualna i moje dzieci nie robiły ani mnie ani sobie na złość, one po prostu się uczą / uczyły jak spać, a ja im w tym bardziej lub mniej pomagałam lub momentami przeszkadzałam. 


Przykład z przedwczoraj: 

Mąż: "Gabrysiu idziesz spać z tatusiem?"

Gabi: "Na pewno nie" 

Znacie to pewnie od kąpieli jest tata, od usypiania mama. 

Wczoraj... 

Ja: "Gabrysiu czy jesteś zmęczona?" 

Gabi: "Troszeczkę"

Ja: po spojrzeniu na zegarek: "Twoje powieki stają się coraz cięższe... (po chwili refleksji, zaśmiawszy się z samej siebie) mamusia jest już naprawdę zmęczona, wiesz" 😜. 

Usypiana przez babcię w weekend testowała na ile babcia zapamiętała nasze wskazówki na temat usypiania: "Babciu ja kaszle, słyszysz kaszle" 😂 ehehehem...

Żelazna zasada: Podczas usypiana nie nawiązuj kontaktu wzrokowego/ werbalnego i nie reaguj na zaczepki 😉.

A inne stalowe PATENTY obejmują:

- Stałe godziny wieczornych rytuałów - a) wspólna kolacja, b) spokojna zabawa, c) kąpiel, d) czytanie, e) usypianie z butlą przy zgaszonym świetle raz z mamą, raz z tatą (odkładanie do łóżeczka o ile już jesteście na tak dobrym etapie); 

- Mniej więcej stałe godziny kładzenia dziecka na drzemkę w ciągu dnia (zbliżone do tych żłobkowych lub przedszkolnych);

- Wyczuwanie momentu kiedy dziecko jest trochę zmęczone, ale nie tak bardzo, żeby rozpętać piekło ze zmęczenia, przez co jesteście zmuszeni pominąć kroki a-d i jedną ręką robić butlę, a drugą przebierać maluszka;

- Usypianie przy przygaszonym świetle tak, ale wynalazki typu szum-misie albo usypianie w bujaczku/ foteliku samochodowym raczej nie - dziecko jak będzie chciało to zaśnie zawsze i wszędzie;

- Nocna konsekwensja, wiadomo żelazna: odkładanie dziecka do łóżeczka za każdym razem jak się obudzi w nocy, odstawienie nocnej butli przed 2gim rokiem życia itd. (Przyznam się od razu - my polegliśmy - dalej butla wjeżdża między 1:00 a 2:00 w nocy i do rana najczęściej maluszka śpi z nami 😅;

- Nie nakręcanie się, że to wasza lub dziecka wina, że długo usypia/ często się budzi/ chce jeść w nocy albo co gorsza bawić się z wami/ lub wstaje z kurami zwłaszcza w weekendy - to tylko dłuższy lub krótszy etap, ale trzeba przez to przejść 💪. 

A na koniec trochę z przymrużeniem oka lista tak zwanych do's & don'ts:

- Nigdy nie planuj czego to nie zrobisz podczas drzemki dziecka w dzień, skończy się tak, że obudzi się po 15-30min, a ty nie zrobisz nic zajęty(-a) planowaniem;

- Podobnie, nie nastawiaj się, że usypianie zajmie Ci dzisiaj tylko 15min - wiedz, że nigdy nie wiesz - lepiej założyć że się przeciągnie jak zawsze i pozytywnie się rozczarować;

- Staraj się nastawiać pozytywnie przed rytuałem usypiania, no pressure 😉;

- Przeważnie sprawdza się wymęczenie towarzystwa na świeżym powietrzu: wybiegany spacer, rowerek, hulajnoga czy wyprawa chociażby na osiedlowy plac zabaw sprawia, że śpią jak susełki (my rodzice w sumie też);

- Nie popełnij tego błędu i nie odkładaj maluszka do łóżeczka/ wózka (jeśli uśnie gdzie indziej) ZBYT wcześnie, ten błąd kosztuje Cię w najlepszym razie - chwilę histerii, w najgorszym - zaczynanie akcji od początku albo obudzenie się dziecka już na dobre (literatura poradnikowa dla rodziców często udziela wskazówek typu: odłóż dziecko po 15min/ lub kiedy jego rączka bezwiednie opada... serio? trochę wprawy i bezbłędnie będziecie wyczuwać moment odpłynięcia maluszka w krainę snu 😴. 

A jak tam dzisiaj u was? U nas udało się za drugim podejściem. Po wypiciu butli na dobranoc było: "Poczytasz mi?". Poczytali, a przy drugim podejściu sami mało nie usnęliśmy 😂. Moje powieki stają się coraz cięższe 😉. 

czwartek, 1 października 2020

PATENTY RODZICÓW/ Śniadaniowo-kolacyjna kreatywność talerzowa

Moi drodzy, nie przez przypadek ten nowy cykl nazywa się PATENTY RODZICÓW. Jak wiemy, model partnerski sprawdza się na co dzień, prawda panowie?! A przynajmniej momentami sprawdza się w kuchni😉. 

Nie jestem dietetykiem, ani ekspertem kulinarnym, mam za to ponad 7-letnie doświadczenie w karmieniu dziecka, w dodatku okrzykniętego "niejadkiem" w wieku do lat 3 oraz dzieckiem "wybrednym kulinarnie" od lat 3 do dzisiaj😉. No właśnie, a co to znaczy, że dziecko jest niejadkiem? Nie je nic, czy nie je tego co chcielibyśmy żeby zjadło, wtedy kiedy uważamy, że powinno zjeść i w ilości zalecanej przez pediatrę /dziadków/ inne mamy? 

Takie "metkowanie" dziecka od pierwszych dni jego życia jest krzywdzące nie tylko dla niego, ale również dla debiutujących mam, prawda?! 

A w drugą stronę, ile razy to słyszałam określenia dzieci, które lubią jeść typu "młockaria", "żarłoczek" itd. A dzieci wybredne mają "te ich fanaberie jedzeniowe"🥴. 

Karmienie piersią, a później pierwszymi papeczkami i pokarmem stałym to trudny i złożony temat. Pochylę się nad jego jednym małym błachym aspektem: śniadaniowo-kolacyjną kreatywnością rodziców na talerzach dzieci. 

Kto z was zrobił kiedyś myszkę z jajka i rzodkiewki lub muchomorka z jajka, pomidora i majonezu ze specjalną dedykacją dla maluchów?! Łapka w górę 👍 I co warto było? Zjadły?! 😅. 


U nas przedstawia się to następująco:

Reakcja szkolniaka: "Po co mi dajesz takiego jeżyka z ogórka? To dla bobasów!" 

Reakcja maluszki: "Jeżyk jeżyk mamo jeżyk piiii piii wiewiórka zje Gabrysia" (salwa śmiechu)!

Kiedyś zrobiłam Złomka z chleba razowego i ogórka - to był szczyt mojej kreatywności śniadaniowej dla małego fana Aut 🤭. 

Zastanówmy się co chcemy osiągnąć, czy jedzenie ma być zabawą? Czy ma ładnie WYGLĄDAĆ? Powinno wyglądać przede wszystkim apetycznie, a nie tak "bajecznie", że dzieciom szkoda będzie je zjeść albo co gorsza przeżyją duży zawód na stołówce żłobkowej czy przedszkolnej. Ciocie czy też dziadkowie (zwłaszcza na wieczorno-nocnej zmianie) też mogą mieć nie lada problem kiedy młodsza na widok talerza zaczyna zanosić się płaczem i KRZYCZEĆ: Jeżyka daj mi !!! 

Chyba, że starszak jest na posterunku - w nim nadzieja dla babci😉. 

Trzeba też uważać z pomysłem... mężulka podczas lockdown-u na wiosnę poniosło i zaserwował dzieciom ośmiornice z parówek. Starszak był zachwycony, pół dnia próbował wpaść na to jak makaron został wetknięty w parówkę 🤓, natomiast młodsza... miała w oczach strach 🙉🙊🙈. 

Moje patenty to:

- przede wszystkim dbać o zdrową zbilansowaną dietę dziecka - stawiać na różnorodność, a nie udziwnienia (to bardzo trudne w realizacji, ale staram się i czasem mi wychodzi😉);

- jak najwcześniej wprowadzić tzw. szwedzki stół na śniadanie i kolację - dzieci same mogą skomponować swój "talerzyk" oraz uczą się samodzielności przy stole (tak jest ryzyko, że wszystko będzie usmarowane masłem, a warzywka wylądują na podłodze);

- co jakiś czas zaserwować dzieciom nowość i zachęcać je do jej spróbowania, zanim wyrobią sobie opinię kulinarną na jej temat (nie-ciem, nie-fajne brzmi znajomo?😂);

- nie przejmować się uwagami, że dziecko je za mało/ lub za dużo od osób postronnych - jak to powiedział kiedyś mojej mamie bardzo dobry pediatra: "dziecko je tyle ile potrzebuje"👍;

- nie nakręcać się, że zła karma wraca widząc co twoje dzieci wyrabiają przy stole. Ja mam na koncie rzucanie wątróbką pod stół w przedszkolu, rzucenie talerzem gorącej zupy w talerz dziadka (bo ja już nie chcę) i ukrywanie niezjedzonej szynki w wazonie u babci 😇. Mam nadzieję, że na to nie wpadną🤫. 

Na koniec moja autorska wersja mema krążącego po blogach/grupach dla rodziców:

Dla dzieci:

Dla męża:

Dla żony:

A na deserek, wczorajsze zaopatrzenie na żłobkową imprezę urodzinową młodszej... bezglutenowe chrupki kukurydziane, gryczane oraz jaglane 🤭. Panie wykazały się mistrzowskim poziomem kreatywności i zrobiły jej torcik z wafla ryżowego 👍. Co za czasy 🙊🙈🙉.



piątek, 25 września 2020

RODZINKA W BEACH BARZE/ Idziemy Zazoo Zoo Zoo...

LOKALIZACJA: Wrocław, Wybrzeże Wyspiańskiego 39E

GASTRONOMIA: Jest coś na ząbek (lody, przekąski itd. ) i coś na większy głód (burgery), a oprócz tego jest co wypić 🥂 (dla dzieci pyszna domowa lemoniada😉) 

PODZIAŁ NA STREFY: Bardzo dobrze pomyślany - jest tzw. taras dolny (nad samą rzeką) z drink barem pośrodku i ze sceną po prawej; oraz taras górny (z widokiem na ten poniżej) z burgerowniaą i mini-lodziarnią. Parking rowerowy jest oddzielony od tych stref, ale osprzęt można mieć wciąż na oku🚲. Strefa dla dzieci, jak widać poniżej - też jest odpowiednio "odgrodzona" 🤭. 

BEZPIECZEŃSTWO: Na 6-stkę😀 (barierki, naklejki na schodach, drewniane podesty w odpowiednim miejscu i stanie). 

OKOLICA: Nad samą Odrą, z widokiem na Most Zwierzyniecki i ZOO🐯🐵🐼. 

ATRAKCJE DODATKOWE: Regularnie organizowane koncerty/ imprezy tematyczne (dla dzieci również), a kilka kroków od Zazoo Beach Bar - wrocławskie legendarne zoo oraz możliwość "popłynięcia statkiem w piękny rejs"🚢. 




OPIS:

Jeśli mnie pamięć nie myli (a po 30-ste już zaczyna szwankować 😉) Zazoo to jeden z pierwszych beach barów we Wrocławiu. Moim skromnym zdaniem z pewnością w najlepszej lokalizacji i ze świetnym "klimacikiem". Poza tym smacznie, niedrogo i z pomysłem na strefę dla dzieci. A dla rodziców absolutnie magiczna miejscówka pod wieczór i nocą - lampki robią robotę 👍. 






niedziela, 20 września 2020

RODZINKA NA ROWERY/ Na Rędzinę hej!

             

- Wariant a) Most/Las Rędziński

- Wariant b) Rędzina i dalej nad Odrę 

CZAS: (wliczjąc pit-stop-y oraz siku-stop-y, płaczo-stopery i piknik-time)

- Wariant a) 1 - 1,5h

- Wariant b) 1,5 - 2h

(Zrzut-ki obu tras z #endomondo są już dostępne na profilu #Babyground🚲) 

ILOŚĆ OSÓB: 2+2

KONSTELACJA ROWEROWA: Rodzice na rowerach, młodzi w przyczepce🛺😉.




OPIS TRASY: 

Startujemy z Muchoboru Małego, jedziemy wzdłuż Gądowianki cały czas prosto na Most Milenijny, po drodze przecinamy Park Zachodni (miejsce tak wyjątkowe, że wkrótce zainauguruje cykl NAJLEPSZE PLACE ZABAW we WROCLAWiu i OKOLICach) jadąc przez most Milenijny mijamy po lewej Beach Bar Hot Spot ( spodziewajcie się osobnego posta z cyklu RODZINKA W BEACH BARze). Z Milenijnego zjeżdżamy w lewo, przecinamy ul. Osobowicką, skręcamy w prawo i dalej jedziemy wałami podziwiając nadbrzeże  Odry. Na polance ok. 300m od wjazdu do lasku Rędzińskiego - robimy przystanek na piknik. A po małej przekąsce zapuszczamy się na mały off-road po lesie i wracamy tą samą trasą 🚲👍. 

             

Wariant b) Na piknik-time trzeba poczekać chwilę dłużej - przejeżdżamy przez las Rędziński  i odbijamy w lewo jadąc polnymi drogami wzdłuż brzegu Odry. Na małej niepozornej dzikiej plaży, zatrzymujemy się na piknik podziwiając stadninę koni po drugiej stronie Odry 🐎. 

MOCNE PUNKTY TRASY:

+ widoczki 3w1 port-rzeka-las;

+ miejsce na piknik;

+ przejażdżka po lesie. 

SŁABE PUNKTY TRASY:

- spaliny wzdłuż  Gądowianki i na Moście Milenijnym;

- "wąskie gardło" przy wjeździe na Most Milenijny - trzeba uważać z przyczepką żeby nie trzepnąć kogoś z chorągiewki w oko 🙈 Kiedy przecinacie Park Zachodni, można jednak ominąć ten "punk zderzeń" zjeżdżając przy piłce na Euro 2012 i robiąc sobie przystanek na jednym z placów zabaw w Parku Zachodnim #placzabaw🎠;

- Wariant b) przy samym dojeździe do rzeki mamy prawdziwy off road (kolejny, wyboje, zarośla i trawy🥴) - ale miejsce docelowe jest warte takiego poświęcenia.





Jeśli jeszcze tam nie byliście zachęcam (póki pogoda nam sprzyja), a jeśli byliście to podzielcie się wrażeniami z trasy 🤗. 


czwartek, 17 września 2020

Akcja RE-aktywacja!

Moi Drodzy - niniejszym reaktywuje mój blog BABYGROUND!!! 🍾

Za pierwszym podejściem, nie tyle co zapasy pomysłów, zapału i energii szybko mi się wyczerpały ile po prostu zabrakło czasu (nie przewidziałam że okres urlopu macierzyńskiego z 1wszym dzieckiem i powrót do pracy po 1wszym dziecku to nie najlepszy punkt czaso-przestrzenny na rozpoczynanie kariery blogerskiej😉). Poza tym x-lat temu nie było takich narzędzi jak teraz - facebooczeek tak nie hulał, nie miałam świetnego aparatu w telefonie (tylko amatorsko obrabiałam zdjęcia zrobione z lustrzanki byłego męża🙊), ilość komentarzy i klikalność też jakoś nie porażała, więc po dokładnie 7 latach i 5 miesiacach (pierwszy post 24.04.2013) i 86 postach po prostu zawiesiłam moją blogerską działalność. Teraz postanawiam wrócić natchnięta przede wszystkim przez moje własne i zaprzyjaźnione dzieci oraz przez energię i atrakcyjność mojego cudownego i od lat ukochanego Wrocławia, który od 4 lat odkrywam na nowo rowerowo - dzięki mojemu mężowi; a od 2 lat również - dzięki drugiemu urlopowi macierzyńskiemu i dzięki moim dzieciaczkom - na nowo dzieciaczkowo. Jest też inspiracja od często przeze mnie czytanych i podziwianych blogów MakelifeEasier, Blog Ojciec, TASTEAWAY czy AHOJ Przygodo👍. 

Szkoda nie wykorzystać takiego potencjału i się z wami tym nie PODZIELIĆ🤗. Zainteresowanych zapraszam do śledzenia profilu Babyground i mojego BLOGA. Niezainteresowanych USPOKAJAM - nie będę was spamować linkami do bloga na moim prywatnym profilu😜 (ten błąd już zrobiłam lata temu🤭). 

Trzymajcie za mnie kciuki, może tym razem czasu, zapału, pomysłów i energii starczy mi na dłużej, chociaż mój cudowny mąż❤️ już zasiał to ziarno... kiedy wspomniałam, że planuje wskrzesić mojego bloga jako plan na długie jesienno-zimowe wieczory (oprócz oczywiście spędzania czasu z Nim (oraz/lub NETFLIXEM) zrobił tą swoją ultra-sceptyczną minę i puścił komentarz sugerujący, że ogarnięcie Jego, dzieci, domu, pracy i rowerowania to już wystraczająco dużo jak na jedną osobę i jak zwykle biorę na siebie za dużo, a odbije się to na NIM😥No cóż... moja damska duma nie pozwoliła mi się z nim zgodzić, tylko rzuciła fochem, ale jak to zwykle bywa po kilku dniach doceniam jego troskę o NAS👨‍👩‍👧‍👦. Niemniej zaryzykuje! 

Drugie ziarenko to jednak odsłonięcie części swojej prywatności (z rodzinką włącznie) co jest dość ryzykowne, ale postaram się zachować umiar i nie szastać wizerunkiem mojego męża i dzieci😉. Będziecie ich raczej widzieć jako bohaterów drugiego-czwartego planu. 

Trzecie ziarenko to wystawianie się na ocenę innych - tu od razu zaznaczam że będę na tym blogu dzielić się moimi subiektywnymi opiniami i przemyśleniami - jeśli ktoś ma inne - chętnie poczytam komentarze, rady, opinie - tzw. feedback mile widziany (taaa... pracuje w korpo i to jeszcze w zespole Chief of Staff, tak się składa że jestem Adminem systemu, który służy jako narzędzie do dawania feedback-u, a także pochylam się nad jakością, częstotliwością i obiektywnością 'feedback given & received' także trochę w tym siedzę😜. 

Wreszcie ostatnie małe ziarenko to ten aspekt robienia wszystkiego na pokaz a raczej na bloga - to częsty zarzut do bloggerów. Tak jak oni w większości będę robić to przy okazji spędzania czasu z moimi dziećmi, mężem, rodziną i przyjaciółmi, ale no dobrze... nie oszukujmy się - trochę mojej uwagi i naszego wspólnego czasu TO skradnie - i w jakimś małym stopniu jest to samolubne bo robię to dla siebie, w swoim wolnym czasie i wiadomo element docenienia przez innych oraz bycia czytanym i komentowanym, zarażenia kogoś świetnym pomysłem, pokazania nowego miejsca łechce ego każdego "próżnego" blogera😅. 

Ale właśnie na tym DLA SIEBIE się zatrzymajmy. Tyle było PRZECIW ale jest jedno wielkie ZA🙃. 

Babyground to dla mnie będzie forma terapii, wtajemniczeni wiedzą, że na początku lata przyatakował mnie taki potworek z którym nie chciałabym się ponownie spotkać w sezonie zimowym (ani już w żadnym INNYM)😔. Może to jest na niego metoda. 

To co... STARTUJEMY! I to od razu z cyklem RODZINKA NA ROWERY 🚲🚲🚲🚲 który już w najbliższą niedzielę na blogu 🤭

BTW Zachęcam także do przeklikania archiwum na blogu - ja się wzruszyłam czytając i oglądając "retro" posty z lat 2013-2015😂😂😂.