sobota, 19 czerwca 2021

RODZINKA WYJAZDOWO/ ZALEW W DOLNEJ MORAWIE

               MIEJSCOWOŚĆ: Stara Morawa

ODLEGŁOŚĆ: Około 120 km od Wrocławia, niecałe 2 km od Stronia Śląskiego

ATRAKCJA GŁÓWNA: Sztuczny zbiornik retencyjno-rekreacyjny 


OPIS:

Ten sztuczny zbiornik o powierzchni 5,5 hektara został wybudowany z funduszy europejskich i oddany do użytku niecałe 4 lata temu. Piaszczysta plaża, molo i wieża obserwacyjna i góry w tle nadają temu miejscu wyjątkowy charakter. A po kilku-godzinnym spacerze po górkach orzeźwienie zawsze w cenie😉. Wstęp na to kąpielisko jest bezpłatny, parking również. A do tego niedaleko jest zaplecze noclegowe i cateringowe. 



Wspomnianie molo... 


... i wyjątkowe widoki. 


Może to nie molo  w Sopocie, ale też jest gdzie pospacerować. 



ATRAKCJE DODATKOWE: Plac zabaw


A tuż przy zalewie znajduje się kameralny plac zabaw. 

 
Znajdziemy na nim nie tylko standardowe huśtawki i zjeżdżalnię, ale również ściankę. 

wtorek, 15 czerwca 2021

MAMCIA-GOTO-PIEKO-WANCIA/ KRUCHE CIASTECZKA - TO NIE WAŁEK

Już wcześniej w Internetach przyuważyłam wałki ze wzorami, ale akcesoria kuchenne to coś czego akurat nie kupuję przez Internet (muszę zobaczyć, dotknąć, a najlepiej jeszcze wypróbować choćby "na sucho"). Niedzielnie na jarmarku świętojańskim najciekawszym dla nas stoiskiem było właśnie to z wałkami z  Wooden Corner. Gabrysia dostała więc swój pierwszy, wyjątkowy grawerowany wałeczek, którego nie omieszkałyśmy wypróbować. 

Tyle słowem wstępu, a teraz składniki:

- 450g mąki

- 100 - 150g cukru pudru

- 1 jajko

- 200g masła

- szczypta soli 


Będziecie potrzebować:

- dużej miski

- miksera

- dużej łyżki 

- stolnicy

- szklanki do wycinania kółek oraz

- zwykłego wałka i wałka ze wzorami

Ciasto polecam przygotować dużo wcześniej, ponieważ należy schłodzić je przez godzinę w lodówce. 

Na początek jajko miksujemy z cukrem i dodajemy masło, a gdy składniki się połączą dodajemy przesianą mąkę i szczyptę soli. Wszystkie składniki króciutko wyrabiany aż do momentu ich połączenia. Ciasto owijamy folią spożywczą i chłodzimy w lodówce przez godzinę. 


Po schłodzeniu ciasto rozwałkowujemy zwykłym wałkiem na grubość około 4-5mm, podsypując delikatnie mąką, a następnie powoli i naprawdę dokładnie przewałkować ciasto  grawerowanym wałkiem mocno dociskając.


Następnie wycinamy średnie kółka szklanką i przekładamy nasze ciastka na papier do pieczenia. 


Nasze ciasteczka pieczemy w temperaturze 180-200C przez około 6 minut, czekamy aż wystygną i gotowe! 


Starszak zgłosil się do dekorowania. 
Jak przystało na typowy umysł ścisły: maximum przekazu przy minimalnym nakładzie twórczym, tylko autor wie, co miał na myśli😉. 

piątek, 11 czerwca 2021

KĄCIK KOBIET/ KOBIETA NATURALNA

Nie mogę się nie odnieść, ani nie skomentować ostatniego wpisu pewnej pani (która nie pamiętam czy jest aktorką, czy tancerką, czy influencerką czy kim tam jeszcze) o "modzie na brzydotę". 

Ja bym nazwała to modą na naturalność. Może się to komuś podobać lub nie, ale ja uważam, że zaczęliśmy podążać w dobrym kierunku. Cieszę się, że moja córka może wychowywać się w świecie, w którym wizerunek kobiety jest mniej oderwany od rzeczywistości niż za moich czasów. Ucieszyłam się kiedy panie znane i nieznane zaczęły pokazywać się publicznie w skromniejszym makijażu lub też bez niego. Zaimponowało mi kiedy widziałam zdjęcia koleżanek i "pań z telewizji" po porodzie, na których widać pociążowy brzuszek. Nie razi mnie kiedy widzę osobę publiczną czy też całkiem zwyczajną o pełniejszych kształtach. Całkowicie mieści się to w moim kanonie estetyki. 

Ale nie zawsze tak było... w dzieciństwie oglądałam serial "Beverly Hills 92010", bawiłam się Barbie Matell i nałogowo oglądałam "Mała syrenkę" - to musiało i odbiło się na moim wyobrażeniu o kobiecym kanonie piękna. Przez wiele lat dążyłam do pewnego ideału, irytując się, że wyglądam dość dziecinnie, a nie tak poważne jak Jenny Garth (czyli serialowa Kelly), nie mam tak jasnych i idealnie prostych włosów jak moja Barbie i nie jestem tak smukła jak Arielka😭. Ja jedna wiem ile najadłam się wstydu, ile upokorzeń i ile razy ryczałam czy wreszcie ile razy gdzieś nie poszłam z uwagi na to, że nie wyglądam idealnie... jak się potem okazało, zupełnie niepotrzebnie. Dopiero po latach przyszło mi odkryć ten prawdziwy nie-idealny świat kobiet, w którym w ciąży (i w zimie) przybiera się na wadze, w którym po nieprzespanej nocy ma się worki pod oczami, w którym karmienie piersią czasem boli, w którym kiedy wystawimy twarz na słońce obsypujemy się piegami, a kiedy dojrzewamy mamy problemy z cerą. Co gorsza bad hair day to nie mit🤐. Dojrzeć do tego, żeby się tym nie przejmować, a zaakceptować i przejść nad tym do porządku dziennego, to naprawdę spore osiągnięcie. Szczególnie jeśli wychowujesz się w małym mieście, gdzie twoi rodzice, a zatem i ty, są rozpoznawalni ze względu na wykonywany zawód (nauczyciel) i często czujesz się conajmniej obserwowana, a także oceniana. Wtedy zaczynasz się przejmować tym "co ludzie powiedzą" i wpadasz na pomysł, że twój wizerunek musi być "nienaganny". Ponadto, jak wiele z nas, sama dla siebie też byłam niezwykle surowym krytykiem. Po wielu, bardzo wielu latach mi przeszło... pomogła przeprowadzka do dużego miasta, fakt, że zostałam podwójną mamą, praca w międzynarodowym środowisku w którym kryteria oceny wyglądu współpracowników są bardziej obiektywne i wreszcie, spotkanie mojego męża (który - uwaga - pochodzi z tego samego małego miasteczka❤️)!!! Kiedyś nie wyszłabym: bez makijażu po bułki do sklepu; do pracy w balerinkach - a nie na 10cm obcasach; czy wreszcie na ulicę w niewyprostowanych włosach. A teraz zdarza mi się i świat się nie skończył, ani razu🤭. Mam dni, kiedy czuję się ze sobą dobrze, ale mam też takie, kiedy czuję się ze sobą źle i nie chcę tego na siłę przemalowywać czy przebierać się, zamiast ubierać się w to co chcę. Z drugiej strony, każda kobieta od czasu do czasu chce się poczuć wyjątkowo i jeśli jest okazja - jak choćby randka z mężem czy spotkanie z przyjaciółką na mieście - "zrobić się" czy jak to mówią moi koledzy "wylaszczyć się"👠, ale pamiętajmy - bo możemy, a nie musimy! Mamy jednak jeden obowiązek: dbać o siebie wewnętrznie i zewnętrznie oraz ubierać się stosownie do okazji i miejsca (nawet najzgrabniejsza mama nie wygląda dobrze w szorcikach na pasowaniu dziecka na ucznia🤫) , a także adekwatnie do naszego wieku i figury. Ale nie róbmy tego dla innych, tylko dla siebie. 

Cieszę się, że moja córka może nie tylko wybrać typową Barbie, ale ma też do wyboru lalki, które powstały na cześć wielu interesujących i wpływowych intelektualnie lub społecznie kobiet (mamy nawet lalkę wykonaną na wzór Polki - Martyny Wojciechowskiej, którą od lat bardzo cenię i podziwiam za stworzenie cyklu "Kobieta na krańcu świata". 

Zazdroszczę jej, że może już teraz wybierać w co chce się ubierać i jak czesać, bo nie słyszy od nas, że tak jest brzydko albo tak nie wypada dziewczynce itd. I wreszcie, że jej idolką muzyczną może być Ewa Farna (która ostatnio nagrała świetne "Ciało", a poza tym jest przepiękną, utalentowaną i spełnioną mamą), a nie Britney Spears czy Spice Girls. A zamiast księżniczek Disney'a wybiera Psi Patrol... chociaż faza "Krainy Lodu" już jest na horyzoncie🤭. 

A wracając do kwestii trochę większej wagi, ostatnio pani z naszego sklepu osiedlowego nieśmiało pogratulowała mi kolejnego potomka na pokładzie. Uśmiechnęłam się i wytłumaczyłam, że jest mnie tylko kilka kilo więcej🤫. Mogłabym się obrazić, albo co gorsza rozpłakać, ale po co... jest mnie więcej, pracuję nad tym - nawet staram się systematycznie - ale pora roku wyjątkowo mi nie sprzyja (truskawki, lody i jeszcze więcej truskawek🍓🍓🍓). I tak sobie myślę... po latach wspominając lato 2021 czy będę pamiętała jak mało ponętnie wyglądałam w stroju kąpielowym czy smak tych obłędnych śmietankowych lodów naturalnych, które jadłam z dziećmi?! 

Kiedy miałam 6 lat byłam przekonana, że nasza dość tęga sąsiadka jest w ciąży, raz nawet zapytałam ją kiedy wreszcie urodzi. Pani sąsiadka nie obraziła się, tylko cierpliwie wytłumaczyła mi, że swoje dodatkowe kilogramy zawdzięcza chorobie, z którą zmaga się od lat. Dzięki niej wiem, że często choroby odbijają się na naszym wyglądzie bardziej niżbyśmy chcieli i nie postrzegam ludzi w kategoriach "chudy" lub "gruby", bo to krzywdzące. Upływ czasu oraz traumatyczne doświadczenia i ciężka praca odciskają piętno na naszym wyglądzie, ale czy to źle? Nie, to po prostu naturalne. 

Najlepszy komplement jaki kiedykolwiek usłyszałam od innej kobiety to: "Jest pani tak naturalnie piękna" (powiedziała to pani w średnim wieku, moja współpasażerka w pociągu do stolicy).

Jutro kończę 35 lat i muszę przyznać, z czego jakieś 30 lat zajęło mi żeby do samej siebie dojrzeć, a także zaakceptować i docenić moją kobiecość. Mam nadzieję, że mojej i waszym córkom zajmie to znacznie krócej👩‍👧. 


PS A oto autorka tego bloga późnym popołudniem (lekko styrana po pracy i odbiorze dzieci ze żłobka/szkoły) 
w skromnym makijażu i luźnym T-shircie 
na lemoniadzie nad Odrą z dziećmi🍋. 

środa, 9 czerwca 2021

RODZINKA WYJAZDOWO/ GORĄCZKA ZŁOTA

                 MIEJSCOWOŚĆ: Złoty Stok

ODLEGŁOŚĆ: 90km od Wrocławia 

ATRAKCJA GŁÓWNA: Kopalnia Złota


OPIS:

Na wejściu do kopalni wieje chłodem i robi się dość ciemno - trzeba się odpowiednio ubrać i nastawić psychicznie🤭. Dla osób z klaustrofobią lub arachnofobią nie będzie to przyjemna wycieczka. Z przewodnikiem przechodzi się kolejno przez zaciemnione dawne kopalniane korytarze udostępnione dla zwiedzających. Na trasie widzimy między innymi podziemny wodospad, który, odpowiednio podświetlony, robi wrażenie. Lekko przerażający, szczególnie dla maluszki był fragment korytarza z wyświetloną zjawą, sztucznymi pajęczynami i odgłosami jak z horroru🕸️. 


Na najciekawszy punkt wycieczki trzeba poczekać do jej końca - przejażdżka pociągiem jest z przytupem - jest głośno, dość szybko i oświetlenie się zmienia. 
Jeden z wielu sucharów przewodnika: "Pociąg jedzie z prędkością światła - lampa po lampie". 


Ciekawe jest "pomieszczenie" z oryginalną kolekcją tabliczek. 

A także to, w którym widać na ekranie zalane kopalniane korytarze czy makietę całej kopalni. 

Przerażona maluszka - uparcie twierdziła, że widziała nietoperza🦇! Energiczne potrząsanie Huhusiem (jak na zdjęciu poniżej) miało go odstraszyć😉. 


ATRAKCJE DODATKOWE: 
Średniowieczna osada górnicza 

OPIS: 

Plac zabaw tzw. "czekadełko", gdzie czeka się na wejście do osady z przewodnikiem, już robi wrażenie, a to tylko przedsmak tego, co czeka nas w osadzie za płotem. 

 
Balia z wodą i drewnianymi rybkami to prawdziwy hit, każde dziecko chyba miało domową (plastikową lub drewnianą) wersję "łowienia ryb". 


Można też poczuć się jak chomiczek 😉... 


... lub spróbować zostawić po sobie nawet nie ślad, a cały kształt lub jak Gabrysia wciskać ile się da.

 
A dla kochających zwierzątka - z daleka - zagroda z króliczkami🐇. 

Natomiast w środku osady, na wejściu zaraz za studnią było olbrzymie koło... 


... oraz kierat, który wprowadzony w ruch "ciągnął" wagon z załadunkiem. 



W osadzie było więcej średniowiecznych "urządzeń", nie będę zdradzać szczegółów oraz działania każdego z nich. 


Na koniec każdy mógł poczuć się jak poszukiwacz złota, próbując je "wypłukać". 


Udało nam się wydobyć kilka kawałków złota, ale kiedy starszak już zaczynał wyliczać na ile pieniędzy je wymieni i co za to kupi, musieliśmy go uspokoić, że raczej to atrapa🤫. 


Na liście atrakcji jest również przejście labiryntu i spotkanie z katem, z którego na szczęście wszyscy wyszliśmy z głową. 


A na pamiątkę można było samodzielnie wybić monetę (jak starszak) lub tak jak ja zaopatrzyć się w oryginalne magnesy. 

 Przyznać się, kto zbiera? 😉


A tak całkiem na poważnie, cieszę się, że tego rodzaju inwestycje turystyczne powstają na Dolnym Śląsku - przemyślane, wykorzystujące w pełni potencjał danego miejsca i wreszcie gwarantujące świetną zabawę i odrobinę edukacji zarówno dla dzieci jak i dla ich rodziców, opiekunów, wujków i dziadków. 

poniedziałek, 7 czerwca 2021

RODZINKA WYJAZDOWO/ TOUR DE EUROPE W MINIATURZE

LOKALIZACJA: Kłodzko, Ul. Noworudzka 19

GASTRONOMIA: 

Na terenie parku jest kilka punktów gastronomicznych z przekąskami i nie tylko. 

PODZIAŁ NA STREFY: 

Na tak dużym obszarze, trudno byłoby obejść się bez podziału, jest wyraźna strefa "zabawy" z cudownym placem zabaw oraz  strefa "relaksu" obejmująca podwieszane fotele z muzyką relaksacyjną i sadzawką w tle oraz wspomniane wyżej strefy cateringowe. 

BEZPIECZEŃSTWO: 🙂🙂🙂

ATRAKCJE DODATKOWE: 

Gry i zabawy dla dzieci na terenie parku, widoczne poniżej puzzle... 


... zraszacz wodny oraz inne akweny wodne z których, dzieci mogą usłyszeć... 


... donośne rechotanie🐸. 



OPIS:

Kłodzki Park Miniatur jest położony na obrzeżach miasta. Można w nim znaleźć miniatury bardzo wielu budowli, począwszy od lokalnych zabytków, takich jak Zamek w Książu czy Wrocławski Ratusz, po budowle europejskie i zabytki rangi światowej. To, co nas urzekło to nie tylko precyzja z jaką budynki te zostały odwzorowane, ale też ich otoczenie. W parku mnóstwo jest krzewów i kwiatów, bardzo "wypielęgnowanych". Wiele różnych kompozycji kwiatowych🌸🌺💮 takich jak na przykład wielka brama w kształcie serca czy wielobarwny paw złożony z tysięcy kwiatków naprawdę robią wrażenie. Zresztą ten park miniatur znany jest z dorocznego festiwalu kwiatów. 

W parku znajduje się także bardzo dobrze wyposażony plac zabaw, którego największą  (przynajmniej dla moich dzieci) atrakcją była tyrolka. 


Na terenie całego parku można napotkać na liczne ławeczki dla tych, których spacerek zmęczy, oraz prawdziwa strefa wellness jak widać poniżej. 


Reasumując, polecam rodzinną wycieczkę do Minieurolandu, szczególnie w drugiej połowie czerwca kiedy festiwal kwiatów jest w pełnym rozkwicie.


PS A oto mój blogowy "backstage" w ujęciu mojego męża😉. 


sobota, 5 czerwca 2021

ZABAWKOWO/ TEN JEDEN JEDYNY PLUSZAK


Oto krótka historia Huhusia, wpadł młodszej w oko w Osadzie Górniczej w Złotym Stoku -  pewnie to znacie, stoisko z pluszakami musi być przy każdej dziecio-atrakcji turystycznej - tak było i tym razem, Huhuś - sówka z bajki Psi Patrol jest puchata i brązowa, nasza jest z cekinów w kolorze fuksji i od wczoraj Ryśka  się z nią nie rozstaje🦉. Wybór koloru jest nieprzypadkowy, chciała, żeby był taki jak jej pokoik. 

Nie mam jednak złudzeń, ta zażyłość trwać będzie od kilku dni do tygodnia-dwóch❤️, dopóki młodsza nie przypomni sobie albo o pluszaku, którego już ma, albo zakocha się w nowym. Starszy też miał Huhusia, z IKEA, był dużo bardziej podobny do Psiego Patrolowego bajkowego odpowiednika, ma go zresztą do dziś. Ogólnie był bardziej "wierny" swoim pluszakom. Bardzo długo jego względami cieszył się pluszowy Zygzak McQueen (po którego mama zasuwała na drugi koniec Zurychu do sklepu Disneya🤭). Później była mała biała myszka z IKEA, którą zgubił na Teneryfie (kiedy grupa turystów z Niemiec w wieku emerytalnym niemal nas nie stratowała🙉🙈🙊). Rozpacz po myszce była tak wielka, że następnego dnia po wylądowaniu zasuwałam do IKEA po nową, od razu odcinając jej metkę i deptajac ją ze dwa razy, żeby było widać, że została do nas "przysłana" samolotem z hotelu😅. Później był czas, że co noc spał z całym gangiem Świeżaków🍏🌽🍅(dla niewtajemniczonych to pluszowe warzywa i owoce otrzymywane za naklejki w znanym dyskoncie na B). Później były jeszcze Świeżaki i Fajniaki, ale na nie załapała się już siostra. Zresztą z młodszą przerabialiśmy już pluszowe koniki Pony, Skye (z Psiego Patrolu), króliczki, białego pieska Maxia (w nie-gustownej różowej torebuni), a tydzień temu niespodziewanie w jej łaski wpadł leniwiec (według Gabrysi - nieliwiec😂), który został zakupiony głównie jako stoper do drzwi. 

Jeszcze przed pandemią, kiedy dzieci mogły przynosić do żłobka ulubioną przytulankę🧸często widziałam koleżanki i kolegów Gabi, którzy przynosili wciąż jedną i tę samą. Ja w dzieciństwie też miałam swojego ulubionego puszka, miał na imię Skippi i był zielonym króliczkiem z truskawką w łapkach. Później, gdy byłam starsza, przerzuciłam się na szarą niemiecką myszkę Diddl w tycich różowych spodenkach, mam ją do dziś - jest u Gabrysi. 

Rodzice dzieci, które wybiorą pluszaka tego jedynego i na zawsze, opowiadają, że kiedy jadą na dłuższy wyjazd, biorą drugiego, zapasowego na wypadek zgubienia. My raz zostawiliśmy naszą pluszową Skye w domu dziadków - wytłumaczyliśmy młodszej, że została na wakacjach. Ale kiedy ten najukochańszy💕 pluszak przepadnie, rozpacz jest wielka, bo przecież z nim się zasypia, wszędzie się go zabiera ze sobą i jest wiernym przyjacielem. Ubrudzony na niejednym placu zabaw (bądź przy posiłku), z naderwanym uszkiem, lekko przetarty, ale ten jedyny wyjątkowy🤗. Podczas wypraw górskich, z dumą nosi go tata. 

PS Typowego dla ZABAWKOWA rankingu zabawki nie będzie, bo przecież pluszaki nie mieszczą się w żadnych "ramach", uczucia jakimi darzą je nasze dzieci są wyjątkowe. 



czwartek, 3 czerwca 2021

RODZINNA MIEJSCÓWKA/ W PEŁNYM ROZKWICIE

LOKALIZACJA: Ul. Sienkiewicza 23

GASTRONOMIA: Lodu, napoje i przekąski. 

BEZPIECZEŃSTWO: 🙂🙂🙂

Ogród botaniczny UW to dla mnie szczególne miejsce na mapie Wrocławia, odwiedzałam je jeszcze kiedy tu nie mieszkałam, od kilku lat pracuję niedaleko i mogę obserwować jak zmienia się w ciągu roku. Jednak najlepszym miesiącem na odwiedzenie tego miejsca jest niewątpliwie druga połowa maja🌸🌼🌸 lub początek czerwca, kiedy większość roślin i krzewów jest w pełnym rozkwicie, a zieleń jest jeszcze dość soczysta. 


W tym roku ogród odwiedziły dinozaury. 


Co stanowi dodatkową atrakcję dla dzieci, a jednocześnie nie przesłania tej największej jaką są kwiaty...


niezwykle krzewy, takie jak glicynia. 



Czy ukryte w ogrodowych alejkach rzeźby... 


grządki... 


i akweny wodne. 


Teren ogrodu jest wprost idealny do zabawy w chowanego lub w berka.