środa, 11 listopada 2020

RODZINNA MIEJSCÓWKA/ PRZYKŁAD IDZIE Z GÓRY

Zapraszam na dwa place zabaw w moim rodzinnym mieście: 1-wszy powstał już kilka (jak nie kilkanaście) lat temu niedaleko Rynku. 2-gi powstał niedawno na osiedlu domków jednorodzinnych, w pobliżu lasu (skąd w dzieciństwie jeździło się na kuligi). Najlepiej dojechać tam rowerem (w ramach rodzinnej wycieczki) lub ewentualnie samochodem po drodze do Wrocławia. 

PLAC 1

LOKALIZACJA: Ul. Targowa w Górze

GASTRONOMIA: "Budka" z lodami, napojami, słodyczami i innymi (przepełnionymi cukrem) przekąskami dla dzieci 😉. 

PODZIAŁ NA STREFY: Mamy tu dwa oddzielone od siebie place zabaw: dla starszych i dla młodszych dzieci. Wokół większego placu jest żywopłot, a wokół mniejszego płot i fragment zabytkowego muru miejskiego. 


ATRAKCJE DODATKOWE: "Zegarynka" z pobliskiej wieży i kościoła 😉. 

BEZPIECZEŃSTWO: 🙂🙂

Na placu dla starszaków konstrukcja jest dość wysoka i trzeba troszeczkę dziecku pomóc, a także pilnować, żeby z niej nie spadło. Drugi plac jest dużo bliżej "ziemi". 

OKOLICA: Zabytkowa Wieża Głogowska i Ruiny Zamku - niedaleko jest też Rynek, a naprzeciwko placu można nawet zrobić zakupy w kilku sklepikach lub na targu. 

OPIS: Ten plac to bardzo dobre miejsce na zabawę przy okazji robienia zakupów lub letniego spaceru na lody. Otoczenie jest bardzo przyjemne - można opowiedzieć dzieciom o historii miasta, a jeśli nie wierzą jak dawno temu zostało założone (pierwsza wzmianka o wsi Góra pochodzi z 1155 r. z bulli papieskiej) - to fragment zabytkowych murów miejskich, wieża i zamek posłużą za dowód rzeczowy. Plac jest stworzony z myślą o małych "alpinistach", a tak na poważnie - przejście toru na placu dla starszaków wymaga od nich sporego wysiłku i sprytu. Dla mnie jest jak "runmagedon" dla przedszkolaków 😉. Plac bardzo zyskał na odmalowaniu, teraz jest kolorowy i dzieci jeszcze chętniej się tam bawią. 






PLAC 2

LOKALIZACJA: Ul. Łąkowa, również w Górze. 

GASTRONOMIA: -

PODZIAŁ NA STREFY: Plac zabaw i siłownia są od siebie oddzielone, a cały teren jest solidnie ogrodzony. 

ATRAKCJE DODATKOWE: Pomysłowa tablica z grą w "recykling" na wejściu.

BEZPIECZEŃSTWO: 🙂🙂🙂

OKOLICA: W lini prostej można dojechać do pobliskiego lasu, a w drugą stronę na nową, wybudowaną w tym roku ścieżkę rowerową do miejscowości obok. 

OPIS:

Plac jest dużo mniejszy, niż poprzedni, ale nic na nim nie brakuje - są huśtawki, drabinki, ślizgawka, piaskek i wspomniana gra ekologiczna. 

Obok, na siłowni mogą ćwiczyć zarówno rodzicie jak i starsze dzieci, chociaż niektóre maluszki (przykładowo moja), z asekuracją rodziców, nieźle sobie radzą na tzw. antylopce. 








Od czasów mojego dzieciństwa w moim mieście powstało jeszcze kilka nowych obiektów sportowo-rekreacyjnych dla tych mniejszych i większych dzieci, a te istniejące przeszły gruntowny remont. Jest basen kryty i na powietrzu, kręgielnia, profesjonalne boiska piłkarskie, stadion (na którym zimą jest organizowane lodowisko), skatepark i kilka mniejszych placów zabaw. Bardzo lubię tam wracać, nie tylko żeby spotkać się z rodziną i przyjaciółmi, ale pokazać moim dzieciom, że miasteczko w którym się wychowaliśmy (razem z mężem chodziliśmy do jednej szkoły) ma swój niezwykły urok.

sobota, 7 listopada 2020

RODZINKA NA KOZETCE/ BUNT 2-LATKA - JAK ŻYĆ?

Bunt 2-latka to temat trudny, złożony, ale mając na uwadze kto i w jaki sposób Nami rządzi, aktualny jak nigdy wcześniej. 

Poza tym, kiedy na świecie szaleje pandemia jakiegoś dziwnego wirusa, głupoty, ignorancji i braku szacunku do kogo- i czegokolwiek - ostatnią rzeczy jakiej Nam, rodzicom, brakuje to wejście naszego słodkiego maluszka w wiek buntu 2-latka.

Na początek kilka tzw. przykładów z życia-wzięte:

W samochodzie wracając ze żłobka... Maluszka: "Chcę i-ja-ooou" (czyli piosenkę). Mama posłusznie puszcza "Old McDonald had a farm" a maluszka: "NIE taką, inną chcę". 🤭


W piękny prawie-spokojny niedzielny poranek nad stawami w Trzebnicy...

Gabi: "Chcę zobaczyć kaczuszki" (podchodzimy z nią nad brzeg stawku) 

Gabi: "Nie, nie chce kaczuszki, niefajna"😭.

Tata: 🤔...

Mama: "To idziemy już do samochodu"

Gabi: "Nie chcę iść, nie do samochodu!" (odwraca się w drugą stronę i foch)


Inny przykład, był u nas kurier po paczkę. Gabi do kuriera: "To paczka dla Tomka! (wujka Tomka) zabierz ją niefajna!" 

Mama: "Przepraszam Pana, mamy tu bunt 2-latka (a Pan kurier widać też po przejściach rodzicielskich, uśmiecha się)".


Znów w samochodzie... 

“Jaką chcesz piosenkę Ryśka?" 

Gabi: "Inną" 🙈🙊🙉


Przy wieczornym usypianiu... 

Tata: "Gabrysiu tatuś położy Cię spać" 

Gabi: "Absolutnie nie, nie tatuś, z mamusią chcę" 😭

I takich historii mamy od kilku miesięcy coraz więcej. Pewnie też to przerabialiście albo aktualnie przerabiacie lub tylko obserwujecie wśród dzieci w rodzinie czy u znajomych... 

Jak sobie z tym radzić? 

Otóż odpowiedź nie jest prosta. Jako mama starszaka (który też to przechodził, ale jakoś łagodniej albo czas zatarł złe wspomnienia) nie mam jednoznacznej odpowiedzi, ale mogę się podzielić pewnymi uniwersalnymi wskazówkami (które mogą pomóc a może nawet nie zaszkodzą):

- żelazna konsekwencja: bardzo trudna sprawa, wręcz rzecz niewykonalna bo, umówmy się, prędzej czy później nawet najbardziej twardy rodzic pęknie, zwłaszcza jeśli klasyczny objaw buntu 2-latka czyli rozpętanie piekła na środku Biedry (bo kupiłaś jej jednego lizaczka, a nie dwa i za mało serduszkowego) sprawia, że ochroniarz idzie w twoją stronę 😇. 

- nie-rusza-mnie-to - postawa, która jest tak samo wymagająca (jak ta wyżej), ale czasami skuteczna. Celem ignorowania pierwszych symptomów "wścieczki" 2-latka jest zduszenie fali buntu w zarodku, coś w stylu: "nie zwracam uwagi na Twoje krzyki to może dasz sobie spokój i przestaniesz samo z siebie" (marzenie). 

- rozmowa o emocjach na chłodno - zawsze warto rozmawiać, oczywiście kiedy obie strony ochłoną, wtedy jest moment na wytłumaczenie dziecku co właśnie się zadziało; wyjaśnienie, że emocje same w sobie nie są złe, ale musimy się nauczyć (może nawet nie nad nimi panować), ale nie dać "zawładnąć" uczuciom nad nami. I to jest "apel" nie do dziecka, ale rownież do nas, rodziców. Kto nie dał się ponieść fali emocji i nie krzyczał razem z dzieckiem lub na dziecko, łapka w górę 😔. Tak... a potem wszyscy żałujemy, bo wiemy, że można było inaczej. 

- spokój i opanowanie - tak długo jak można, zdecydowanie polecam wytrwać w tej postawie 😅. 

Ciężkie, trudne, nie-wykonalne? Jeśli ktoś Wam kiedyś powiedział, że wychowanie dziecka to prosta sprawa, zwłaszcza w tych "bezprecedensowych czasach" to po prostu Was oszukał. Ale jest jeszcze gorsza opcja - nabraliście takiego przekonania po lekturze poradnika typu "Pierwszy rok życia dziecka" - stanowczo odradzam... 😜. 

Dodatkowo, sprawa mocno się komplikuje kiedy odkrywasz, że tzw. "zła karma" wraca, a to co wyprawia Twój 2-letni buntownik to tylko ułamek tego co Ty zafundowałeś swoim rodzicom w jego wieku. Przez lata myślałam, że moi rodzice ubarwiali historie o moich "odpałach" z dzieciństwa. Teraz wiem, że nic nie "ubarwili" ... Zresztą niejednokrotnie widzę sama (a otoczenie potwierdza), że bunt 2-latka nie przemija, on ewolułuje, dojrzewa wraz z nami, ale w takiej czy innej formie zostaje. I tu taka sytuacja z domu wzięta:

Mąż: Oszaleje zaraz! 

Ja: Bartosz ona ma bunt 2-latka. 

M: Tak... od pół roku. 

J: No wiesz szybciej zaczęła, skończy później niż rówieśnicy bo to kobieta przecież 😜. 

M: Taaa bunt 2-latka kończy się u kobiet przed 40-stką. 

J: Co ty nie powiesz... 

M: Albo nie, tuż przed menopauzą, a potem menopauza i całe życie z wami... PRZE***SŁODZONE oczywiście 😅. 

Mimo to, a raczej zwłaszcza dlatego, warto reagować jak najwcześniej. Rozsądek i konsekwencja rodziców oraz dziadków, czy też nauczycieli i opiekunów, niejednego buntownika sprowadziła na dobrą drogę. Szkoda, że nie wszystkim było dane... a jakie są konsekwencje przechodzenia buntu 2-latka nawet w podeszłym wieku wiemy aż za dobrze. 


A tak już całkiem poważnie, żeby zakończyć ten post jednak pozytywnie poniżej cytat z blog.OJCIEC:

"Nie ma idealnych rodziców i nie ma idealnych dzieci. Jednak jest mnóstwo idealnych momentów po drodze" 😍. 

I tego się trzymajcie na fronicie walki z buntem waszych 2-, 3-, 6-cio a w końcu i 30-paro latków z którymi postanowiliście się złączyć "węzłem małżeńskim" ❤️.


piątek, 30 października 2020

MAMCIA-GOTO-PIEKO-WANCIA/ DYNIOWA

Pamiętajcie post o kreatywności talerzowej? Jeśli tak to wiecie, że moja młodsza nie jest jakoś strasznie "otwarta" na nowości, trzyma się klasyki czyli rosołu, dlatego poniżej mój autorski przepis na dyniowkę na rosołku, czy ją to przekonało - zobaczcie poniżej. 

Podczas przygotowań wymyśliłam tytuł nowej książki Jamiego Oliviera: "W kuchni z dzieckiem - przekonaj się o ile faktyczny czas przygotowania posiłku się wydłuży" 🤫. Znając Jamiego testował to wielokrotnie, baaa będąc ojcem kilkoro dzieci nie przez przypadek opatentował zestawy obiadowe gotowe w 30, a następnie w 15 minut 🤭. 


POTRZEBNE AKCESORIA KUCHENNE:

- średniawy garnek

- nóż typu pikutek

- łyżka i łyżeczka 

- blender

i wsio

NA ZUPKĘ POTRZEBUJEMY:

- 1 małą dynię (ok. 500g po obraniu)

- 4 nieduże ziemniaki (ok. 250 g)

- 25 g masła 

- 1 małą cebulę 

- ząbek czosnku 

- 1 łyżeczkę kurkumy w proszku

- 1 puszki krojonych pomidorów (bez skórki) 

- 1 lub 1,5 szklanki rosołu (jak z pomidorową gotujemy dzień wcześniej, żeby mieć na podorędziu😉) 

- śmietanę 12%

- garstkę pestek dyni i ziarenek słonecznika. 


Dynię myję, przekrajam na pół, wyciągam pestki z miąższem i ładuję do piekarnika na ok. 15 minut, góra-dół, temperatura ok 160C. Kiedy dynia ostygnie, obieram ją ze skórki i kroję w kostkę. Co do ziemniaczków obieram, podgotowuję i też kroję w kostkę. 

Podczas nudnego czekania na podpieczenie się dyni, zatrudniłam maluszkę do pomocy, zgodnie z zasadą - wiedz co i z czym jesz. 


W większym garnku na maśle trzeba zeszklić pokrojoną w kosteczkę cebulę oraz obrany i pokrojony czosnek. Dodaję dynię i ziemniaki, doprawiam solą i wsypuję łyżeczkę kurkumy. Smażyć co chwilę mieszając przez ok. 5 minut. 


Następnie wlewam szklankę rosołu, przykrywam i zagotowuję. Zmniejszam ogień do średniego i gotuję przez ok. 10 minut. Wreszcie można dodać pomidory z puszki. Zupkę należy teraz tylko wymieszać i podgotować przez kilka minut.


Ostatni szlif - miksujemy dyniową blenderem, wlewamy do miseczki, dodajemy łyżkę śmietany i posypujemy garstką pestek/ziaren (czyli według maluszki "cukiereczków"). GOTOWE! 


Powyżej degustacja: rosołek w misce A, dyniowa w misce B i "cukiereczki" które okazały się kluczem do zachęcenia maluszki do spróbowania dyniowej nowości. Nie taka dyniowka straszna... 🎃😉. 

wtorek, 27 października 2020

PATENTY RODZICÓW/ JAK WYCHOWAĆ MAŁEGO MELOMANA

Pewnie słyszeliście, że legendarny Perfect zakończył niedawno działalność. Tak... zeszli ze sceny "niepokonani"💪. Zdałam sobie sprawę, że się na nich wychowałam, a raczej grali odkąd pamiętam (rocznik '86 - to ja) i mam z ich muzyką tyle wspomnień... - "Autobiografia" której tekst zrozumiałam dopiero w szkole średniej, "Niewiele Ci mogę dać" czy "Gdy patrzę w twoje oczy" do której tańczyło się na szkolnych dyskotekach na misia (a po latach zrozumiało się jej przesłanie) czy wreszcie "Nie płacz Ewka" do której im jestem starsza tym bardziej się przekonuję, może dlatego, że coraz mniej kolegów śpiewa (a raczej wydziera się) mi do ucha dla żartu pod koniec imprez (których już coraz mniej bo jesteśmy starsi, bo dzieci, praca i pandemia🤭)...to piękna piosenka😍. Zresztą takie teksty to już mało kto pisze i śpiewa. Kto nie był na koncercie Perfectu, kto nie zna Pana Grzegorza (nie bez powodu mam słabość do tego imienia), kto nie nuci ich piosenek podczas jazdy samochodem?! Przykładowo, tydzień temu jadąc po maluszkę, zaraz po wiadomościach w moim ulubionym radiu na R... leciało "A wokoło jest wesoło..." (teraz nawet bardziej niż bym chciała). Ciekawe czy autor się spodziewał, że ten HIT tak jak i "Chcemy być sobą..." będą jeszcze tak na czasie. Wczoraj, jadę na protest a tu "Raz po raz straszą nas..." 🙊🙈🙉. Kawał historii, w dodatku teraz zatacza koło... Dlatego mam ogromny szacunek dla tych panów, że spięli to wszystko klamrą i postanowili ogłosić koniec działalności. Trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć sobie dość i nie stać się karykaturą samego siebie. Myślę, że im akurat to nie groziło bo talent, mądrość życiowa i charyzma obroni się w każdym wieku. Ale mimo wszystko... WIELKI szacunek. Jako trochę większa Ewa i nie największa (ale jednak) fanka - DZIĘKUJĘ❤️. 

Niestety, trudno to wytłumaczyć dzieciom w czasach kiedy piosenki typu: "Baby Baby Baby Oh" (starszych kolegów) czy "Baby Shark DooDooDooo" (tych dużo młodszych ale też zagranicznych) robią zawrotną karierę międzynarodową. 

Ale nie zrażam się: tak jak mój tata puszczał mi Queen, Pink Floyd i Sting'a oprócz Smerfnych Hitów tak teraz i ja staram się kształtować gust muzyczny moich dzieci od najmłodszych lat... a czy mi wychodzi dowiem się pewnie szybciej niż się spodziewam😉. Już teraz starszak potrafi mnie zaskoczyć, śpiewając np. szlagiery z Męskiego Grania ale coveruje też "Auslander" (tak tego zespołu na R😉) czy Edzia - piosenka nożyczkowa ("Shape of you, wiadomo😜) - i tu akurat poszedł typowo w mamuśkę - gust muzyczny mam bardzo zróżnicowany, od klasyki rocka przez Lennego do wspomnianych już panów           "zagramanicznych" (odkąd Edziu zaczął pisać temu pierwszemu piosenki to kilka nawet zgrabnych testów i melodii im wyszło 😇).

Ale o to chyba właśnie chodzi we wczesnym wychowaniu muzycznym czy językowym - musimy zapewnić dziecku tzw. INPUT czyli dać możliwość osłuchania się z muzyką i językiem - najpierw swoją/swoim, potem obcym (w przypadku muzyki innej niż sami słuchamy) - a dziecko samo podłapie tudzież wybierze to co mu w duszy gra 🥰.

Nawet jeśli to "Jadą, jadą misie..." jak u młodszej. Tolerujemy... ale uszami paruje🤭.



 

piątek, 23 października 2020

ZABAWKOWO/ LALKA SZMACIANKA

Marzyłam o tym, żeby mieć dwójkę dzieci i do tego parkę, chłopca - bo w dzieciństwie po drodze bardziej było mi z chłopakami (brat + dwóch bliskich kuzynów oraz ich koledzy to przez wczesną podstawówkę był mój cały świat 😉), a dziewczynkę - z wielu czysto kobiecych powodów, jednym z nich było obserwowanie mojej córki kiedy zacznie się bawić swoją pierwszą lalką-szmacianką. 

Stało się! Pierwszą lalkę Zuzię (w pakiecie z wózkiem) Gabrysia dostała na 1-wsze urodziny od dziadków. Nie umiała jeszcze wtedy mówić, niezdarnie chodziła, ale od razu załapała co zrobić z wózkiem, a kilka miesięcy później dała upust swojej ekspresji artystycznej i trzasnęła Zuzi smoky eyes czarną kredką (doprałam🤭). 

Na 2-gie urodziny dostała (od drugich dziadków) prawdziwą lalkę szmaciankę w pakiecie z akcesoriami typu nosidełko, butelka, kocyk i przytulanka (na zdjęciu u góry nasza lalka LILLIPUTIENS). Teraz nasza maluszka umie mówić, a raczej buzia jej się nie zamyka😉, więc obserwowanie jak rozmawia z Miłką: "kocham cię" , "nie płacz", "tuli tuli" oraz naśladuje to jak ja wcześniej opiekowałam się nią czyli pokazuje jej jak się śpi (patrz post RYTUAŁY SENNE), przykrywa kocykiem, przebiera "pampersa", karmi butlą - dla mnie to jest absolutnie rozczulające🥰. 

Jeszcze się zastanawiacie czy to dobra inwestycja zabawkowa? Podpatrywanie jak mała kobieta uruchamia w sobie przycisk pt. instynkt macierzyńsko-opiekuńczy w wieku lat 2 - jest tego warte 😅. Szmacianka to moim zdaniem absolutny must-have (przede wszystkim) dla dziewczynek. 

A poniżej nasz ZABRAWKO-RANKING🧸dla lalki szmacianki:

Zakres wiekowy: 1-10 lat

Wytrzymałość: Względnie duża, poza tym zawsze można dokleić/zszyć 😉

Bezpieczenstwo zabawy: 🙂🙂🙂

Estetyka wykonania: 🙂🙂🙂

Reakcja dziecka: 🙂🙂🙂

Poziom kreatywności uruchamianej w dziecku: 🙂🙂🙂

Opinia dziecka: "Kochana" i jak wyżej 😉.

Opinia rodziców: Moja powyżej, na WASZĄ czekam w komentarzach 🖊️.

Średni czas spędzony na zabawie: Na tyle długo, żeby wypić jeszcze ciepłą kawę/ przejechać z punktu A do punktu B bez paniki w foteliku 😅. 


wtorek, 20 października 2020

RODZINNA MIEJSCÓWKA/ STAWY TRZEBNICKIE NIEDZIELNĄ PORĄ

LOKALIZACJA: Trzebnica, ul. Leśna tuż przy Stawach Trzebnickich. 



GASTRONOMIA: 
O tym na koniec... bo na miejscu brak, ale niedaleko jest MARKIZA (ul. Bochenka naprzeciwko skweru Jana Pawła II). 

PODZIAŁ NA STREFY: Cały teren jest bardzo dobrze zagospodarowany - obok siebie mamy trzy niewiekie stawy, każdy ma "znak szczególny" pierwszy pomościk z którego można dojrzeć kaczki, drugi ma wyspę na środku, a trzeci jest najdłuższy, więc można sobie zorganizować trasę biegową wokół niego. Jest tu wszystko czego rodzince na spacerze w porządnym parku trzeba: dużo zieleni, woda i zwierzątka🦆. A także dużo więcej... 




ATRAKCJE DODATKOWE:

- stawy x3;

- plac zabaw dla dzieci;

- park dla psów - 4 Łapy;

- tężnie; oraz

- ul🍯. 



BEZPIECZEŃSTWO: Wszelkie zabezpieczenia są tam, gdzie być powinny👍. 

OKOLICA: Tuż obok jest starostwo powiatowe, za nim las, a naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy jets hotel🏨. Niedaleko znajduje się park wodny ze strefa spa (szkoda że tymczasowo nieczynny z wiadomych powodów🤐). 

OPIS: Nie przez przypadek wybraliśmy to miejsce jako plan krótkometrażowego filmu pt. "Brzydkie Kaczątko wdg Grzesia" (zadanie domowe od pani logopedy). Gabrysia jako asystentka planu spisała się świetnie, nosiła naszą szmaciankę udającą tytułowe kaczątko i nie narzucała się, jak to zwykle ma w zwyczaju, kiedy Grześ kręci film. Pozostała na drugim planie truchtając z tatą 🐾. Grześ nagrał dwie wersje i wysłaliśmy pani obie (nie mogliśmy zdecydować która jest lepsza🤭🤩). Taki talent i zaangażowanie trzeba docenić, tym bardziej, że warunki atmosferyczne były mocno niesprzyjające (lodowaty wiatr, przez moment lekki kapuśniaczek i tylko 8 stopni na plusie brrr❄️). Po zakończeniu zdjęć, był truchcik, podskoki, rzucanie kasztanem na odległość i huśtanie na placu zabaw. 




A potem nagroda - w cudnej kawiarni MARKIZA (wypróbowanej już przez dziadków). Tam jest zdecydowanie za duży wybór, ale to nas nie tłumaczy - skusiliśmy się na kawę, lody  ciaaaacha🍦🥧☕🤫. 




Był i Daddy Shark na którego młodsza się zapatrzyła 😅. 

PS Podczas realizacji naszego krótko-metrażu ucierpiało jedno szmacianke kaczątko - "oczko mu się odczepiło" i zginęło w czeluściach mojej torebuni (szanse na odnalezienie są marne albo wręcz nikłe😜). 


sobota, 17 października 2020

DOMOWE PATENTY/ Jak odświeżyć Las w Słoiku (LS) w kilku prostych krokach

Moda zawsze wraca, czasami w zaskakujący sposób. Pamiętacie badziewne kaktusiki w szklanej skrzynce na złotych piaskach? Teraz znów mamy szkło, piasek i rośliny w iście hipsterskim stylu jako Las w Słoiku (LS), wiadomo, w odpowiednio wysokiej cenie🤭. 

Rok temu, dostałam na gwiazdkę mój wymarzony słoik z bajerkiem o który tylko mój mąż mógł się postarać - podświetlany💡. 

Niestety zasuszyłam paprotki - bojąc się, że je przeleje - nie dolałam 😭. 

Szkoda było mi strasznie tego mojego LS, więc postanowiłam go od-świeżyć (a raczej w moim przypadku od-ratować). A oto mój patencik:

    1. Kupujemy nowe roślinki w znanym markecie budowlanym na L jak Leroy Merlin; 

    2.Pożyczamy kilka akcesoriów z zestawu do eksperymentów dzieci; 


3. Uśmiechamy się szeroko do Pana za ladą hipsterskiej kwiaciarni, żeby dał nam na wypróbowanie torebeczkę torfu;

    4.Następnie czekamy, aż najmłodsza uśnie albo pójdzie z dziadkami na spacer i działamy. 

Efekt PO: